A używacie jakichś specjalnych rytuałów przed robieniem Krzyża? Bo ja mam wrażenie, że sam rozkład kart nie wystarcza.
Ja zapalę świecę, ale to bardziej dla siebie, żeby zaznaczyć przestrzeń. Krzyż Celtycki wymaga skupienia, więc świeca jest sygnałem dla mojego umysłu - "teraz pracujemy".
A jak tasujecie? Bo czytałam, że dla Krzyża powinno się tasować inaczej niż zwykle.
Osobiście nie pozwalam pytającemu dotykać mojej talii. To moje narzędzie pracy, mój kanał. Pytający formułuje pytanie, ja tasuję i kładę.
Ja mam przeciwne podejście. Pytający musi dotknąć talii, przenieść na nią swój "ślad". Inaczej czytam tylko energię pokoju, nie jego konkretny problem.
Czy mogę zapytać o coś prozaicznego? Ile czasu zajmuje wam zrobienie pełnego Krzyża z interpretacją?
Nigdy nie myślałem o trójkach. Czyli 1-2-3 to jaki zestaw?
Ja patrzę też na przekątne. Karta trzecia i dziewiąta - przeszłość kontra lęki/nadzieje. Czy lęk wyrasta z przeszłości? Czy nadzieja jest iluzoryczna czy ma fundament?
Zaczynacie mnie przekonywać, że Krzyż jest bardziej skomplikowany niż myślałem. A przecież kładę go od lat.
Czasem powierzchowna lektura wystarcza. Klient pyta o prostą sprawę, dostaje prostą odpowiedź. Nie zawsze trzeba wchodzić w ezoteryczno-psychologiczne głębie.
A czy ktoś z was używa odwróceń w Krzyżu? Bo ja zrezygnowałem, bo dziesięć kart to już dość złożoności.
To znaczy, że czytasz tylko pięć kart z odwróceniami?
A ja czytam wszystko prosto i używam sąsiednich kart jako kontekstu. Jeśli obok pozytywnej karty jest trudna, to znaczy że ta pozytywna energia jest ograniczona.
Każdy ma swoją metodę. Nie ma "właściwego" sposobu na Krzyż Celtycki. Są sposoby, które działają dla ciebie.
Ja mam zapisane moje znaczenia pozycji i zawsze się ich trzymam. Żeby uniknąć tej dowolności.
Dobra praktyka. Ja mam to samo od piętnastu lat - te same pozycje, ten sam układ. Talia wie czego oczekuję.
Choć z drugiej strony, jak się usztywniasz na jednej interpretacji, możesz przegapić to co karty próbują ci powiedzieć. Trzeba równowagi między strukturą a intuicją.
Czyli najpierw trzymać się sztywno książkowych znaczeń, a z czasem pozwolić sobie na elastyczność?
A jak radzicie sobie z powtarzającymi się kartami? Robię Krzyż, wychodzi mi Dwójka Mieczy. Tydzień później znowu Dwójka Mieczy w tym samym miejscu.
Powtarzające się karty to błogosławieństwo, nie przekleństwo. To jak neonowy znak - "patrz tu, to ważne".
Chyba że wyskakuje ci ciągle Wieża. Wtedy to raczej ostrzeżenie niż błogosławieństwo.
Kiedyś spytałem o relację, dostałem Wieżę w dziesiątej pozycji. Zignorowałem. Trzy miesiące później wszystko eksplodowało dokładnie tak jak karty mówiły. Nauczyłem się słuchać.
A czy robiąc rozkład dla kogoś, mówicie wszystko co widzicie? Czy cenzurujecie trudne informacje?
Ja mówię wprost, ale łagodnie. Ludzie czują gdy okłamujesz. Lepiej powiedzieć trudną prawdę z empatią niż serwować słodkie kłamstwa.
Czasem zastanawiam się, czy karty mówią o tym co będzie, czy o tym co jest teraz w energii. Bo to dwie różne rzeczy.
Dlatego rozkład zrobiony dziś może pokazać inny wynik niż za miesiąc - bo energia się zmienia, decyzje są podejmowane, świat płynie.
Zawsze powtarzam klientom - karty nie są wyrokiem, są mapą. Mapa pokazuje teren, ale ty decydujesz, którą drogą pójdziesz.
