No i znowu wraca temat tych linii energetycznych. Sama byłam kiedyś na Łysej Górze i przyznam, że czułam dziwne mrowienie w dłoniach. Ale czy to naprawdę energia miejsca, czy może zwykła sugestia? Czasem się zastanawiam.
A jak się właściwie rozpoznaje takie miejsca mocy? Bo słyszałem o tym Wawelu, że niby jest tam jakaś czakra, ale jak byłem ostatnio w Krakowie to nic specjalnego nie czułem. Może robię coś źle?
A ja byłam w Sedonie dwa lata temu i tam naprawdę coś jest! Przy Cathedral Rock miałam takie zawroty głowy, że musiałam usiąść. Przewodniczka mówiła, że to normalne przy pierwszym kontakcie z wirem.
Czytam to wszystko i głowa mi puchnie. Skąd w ogóle wiadomo gdzie są te linie? Kto to wymyślił?
Ja używam wahadła do lokalizowania linii energetycznych. W zeszłym roku znalazłem ciekawe miejsce w lesie koło Białegostoku - wahadło dosłownie szalało. Postawiłem tam mały ołtarzyk z kamieni i teraz regularnie tam medytuję.
Anomalie magnetyczne występują naturalnie, szczególnie tam gdzie są złoża rud żelaza lub występują uskoki geologiczne. To nie dowodzi istnienia portali, ale pokazuje, że miejsca te są geologicznie wyjątkowe. Starożytni czuli te różnice intuicyjnie.
A te wszystkie uzdrowienia w Lourdes? Przecież są udokumentowane cuda!
Moim zdaniem błędem jest próba naukowego dowodzenia zjawisk, które z definicji wykraczają poza naukę. Sam pracowałem rytualnie w kilkunastu miejscach mocy w Polsce i za granicą. W Glastonbury podczas pełni miałem doświadczenie, którego nie da się zmierzyć żadnym przyrządem - pełna świadomość jedności ze wszystkim co istnieje. Trwało może 20 sekund, ale zmieniło moje podejście do magii.
Ale skąd Goci i Gepidowie znali geometrię sakralną? Przecież to było w I-III wieku!
A czy można samemu stworzyć miejsce mocy? Bo widziałam na YouTube, że ktoś zrobił sobie portal z kryształów w ogrodzie.
Apropos świątyń - byłem w zeszłym roku w Göbekli Tepe w Turcji. 11 tysięcy lat i nadal czuć moc miejsca. Ciarki przechodzą jak stoisz między tymi filarami.
Czyli co, nasi przodkowie byli mądrzejsi od nas?
Dokładnie! Ostatnio próbowałem znaleźć miejsce mocy używając aplikacji do mierzenia pola elektromagnetycznego. Kompletna porażka. Ale jak poszedłem za instynktem, trafiłem na polanę gdzie dziki zrobiły legowisko - zwierzęta zawsze wiedzą.
To może zamiast szukać tych portali, lepiej obserwować zwierzęta? Gdzie się gromadzą, tam iść?
O właśnie, ciało! Zapomniałam dodać - na Łysej Górze, o której mówiłam, miałam potem przez tydzień koszmary. Może to nie było dobre miejsce dla mnie?
A co z tymi wszystkimi UFO które widują przy miejscach mocy? W Hessdalen w Norwegii nawet naukowcy to badają!
Może te światła przyciągały dawnych ludzi? Uznawali je za znaki bogów i dlatego tam budowali świątynie?
Problem w tym, że teraz wszystko chcemy racjonalizować. Tymczasem magia miejsca często działa właśnie przez tajemnicę, przez to czego nie rozumiemy.
Czekajcie, czyli są miejsca mocy które mogą szkodzić?
Dlatego zawsze przed rytuałem w nowym miejscu robię małe rozpoznanie. Stawiam świecę, obserwuję jak się pali. Jeśli dymi, gaśnie, to znak że energia jest niestabilna.
Ja bym się bała sama w nocy w lesie. Nie duchów czy energii, ale zwykłych złodziei czy dzików.
No dobra, ale jak ktoś mieszka w mieście? Gdzie szukać miejsc mocy w Warszawie na przykład?
Dodam że w miastach trzeba uważać na zakłócenia elektromagnetyczne. Sieć elektryczna, wifi, nadajniki - wszystko to zagłusza subtelne energie.
To może dlatego nic nie czułam jak próbowałam medytować w parku? Za dużo zakłóceń?
Albo próbowałaś za bardzo. Ja na początku tak się starałam coś poczuć, że blokowałam się kompletnie.
Przy wodzie najlepiej mi się pracuje rytualnie. Może dlatego, że szum wody wycisza umysł?
A co myślicie o tworzeniu sztucznych portali? Widziałem rytuały otwierania bram między światami.
