Od dłuższego czasu obserwuję pewien schemat u osób, z którymi pracuję – po ciężkim rozstaniu czakra serca zamyka się i to zamknięcie potrafi utrzymywać się miesiącami, a w skrajnych przypadkach latami. Nie mówię o zwykłym smutku, ale o czymś głębszym: oddech robi się płytki, ramiona garbi się do przodu, jakby ciało chciało ochronić klatkę piersiową. Fizycznie i energetycznie to ten sam mechanizm obronny. I co ciekawe – współczesna medycyna zna zjawisko kardiomiopatii takotsubo, tak zwanego „syndromu złamanego serca", gdzie silny stres emocjonalny powoduje tymczasowe osłabienie lewej komory. Katecholaminy wyrzucane przy ekstremalnym stresie dosłownie ogłuszają mięsień sercowy. Skoro na poziomie fizjologicznym ciało reaguje tak dramatycznie na utratę miłości, to czemu miałoby być inaczej na poziomie energetycznym? Anahata jako most między dolnymi a górnymi czakrami jest szczególnie narażona. Chciałam otworzyć temat, bo widzę, że wiele osób zmaga się z tym po cichu.
Mam pytanie do tego, co napisałaś. Czy waszym zdaniem zamknięcie Anahaty po rozstaniu to zawsze blokada, czy czasem to naturalny mechanizm obronny, który organizm potrzebuje przejść? Bo mam wrażenie, że w środowisku jest taka presja na ciągłe „otwieranie" i „odblokowywanie", a może czasem serce po prostu potrzebuje się chwilę zamknąć, żeby dojść do siebie.
U mnie po rozstaniu trzy lata temu dominowało uczucie ciężkości w klatce piersiowej. Dosłownie – jakby ktoś położył kamień na mostek. Zrobiłam sobie skan czakr z pomocą reiki i okazało się, że Anahata była praktycznie nieczynna, ale za to czakra splotu słonecznego szalała – Manipura przejęła kompensacyjnie. Zamiast smutku czułam głównie złość i potrzebę kontroli. Dopiero kiedy zaczęłam pracę z oddechem – anuloma viloma, systematycznie, codziennie po 20 minut – coś zaczęło się ruszać. Ale przełom nastąpił przy pracy z mantrą YAM. Nie od razu – musiało minąć kilka tygodni regularnego ćwiczenia, zanim cokolwiek poczułam.
Ja mam pytanie praktyczne – kiedy po rozstaniu zaczynać pracę z czakrą serca? Bo z jednej strony nie chcę czekać za długo, żeby nie utrwalić blokady, ale z drugiej strony czytałam, że forsowanie otwarcia przy świeżym bólu może przynieść więcej szkody niż pożytku. Kiedy jest ten moment, że „ok, teraz mogę zacząć"?
Miałem rozstanie rok temu i mogę potwierdzić to, co mówi Betalia. Kiedy próbowałem na siłę medytować na czakrę serca w pierwszych tygodniach, efekt był odwrotny – ból się nasilał, miałem ataki paniki, a raz podczas medytacji dostałem tak silnych kołatan serca, że myślałem, że coś mi jest fizycznie. Dopiero po dwóch miesiącach, kiedy pozwoliłem sobie po prostu być w tym bólu, zacząłem od oddychania. Nadi shodhana – naprzemiannostrzydłowe – robiło robotę lepiej niż cokolwiek innego na tym etapie.
Tu bym chciała dorzucić jedną warstwę – sznury energetyczne. Bo po rozstaniu, szczególnie z osobą, z którą byliśmy bardzo blisko, sznury między czakrami serca obu osób nadal istnieją. I to nie jest kwestia wyobraźni – osoby wrażliwe energetycznie potrafią je wyczuć jako realne ciągnięcie w klatce piersiowej, pulsowanie, a nawet fizyczny ból. Problem w tym, że przez te sznury nadal płynie energia w obie strony. Możesz pracować nad otwarciem Anahaty ile chcesz, ale jeśli masz gruby, poplątany sznur ciągnący do byłego partnera, to jest jak dziura w wiadrze – nalewasz wodę, a ona cały czas wycieka.
Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że odcinanie sznurów przyniosło mi ogromną ulgę, ale dopiero za trzecim podejściem. Pierwsze dwa razy czułam się po medytacji gorzej niż przed – jakbym poruszyła coś, czego nie byłam gotowa ruszyć. Za trzecim razem zrobiłam to inaczej: najpierw uziemiłam się porządnie przez Muladharę, potem otworzyłam całą linię czakr od dołu do góry, i dopiero wtedy zaczęłam pracę ze sznurem na Anahacie. Poczułam dosłownie, jak coś się zrywa, takie szarpnięcie, a potem niesamowitą lekkość.
Ja mam wątpliwość co do odcinania sznurów. Czy to nie jest trochę tak, że odcinamy objaw, a nie przyczynę? Sznur powstał, bo był związek, emocje, wspólne doświadczenia. Odcięcie sznura nie sprawi, że te emocje znikną. Czy nie lepiej najpierw przepracować to, co ten sznur „trzyma", a potem on sam się rozwiąże?
Wracając do samej Anahaty – chciałam powiedzieć o jednej rzeczy, o której rzadko się mówi. Gruczoł grasicy. Anatomicznie leży tuż nad sercem i jest bezpośrednio powiązany z czakrą serca. Grasica odpowiada za układ odpornościowy – i to jest kolejny powód, dla którego po ciężkim rozstaniu ludzie często łapią infekcje, są bardziej podatni na choroby. Chroniczny stres emocjonalny osłabia grasicę, a zamknięta Anahata energetycznie ją wycisza. Dlatego praca z czakrą serca po rozstaniu to nie jest tylko kwestia samopoczucia – to realne wsparcie dla ciała fizycznego.
Skoro mowa o fizyczności – wrzucę temat kryształów, bo to coś, co realnie wspiera pracę z Anahatą po rozstaniu. Z mojego doświadczenia: różeniec to klasyk, ale nie zawsze najlepszy wybór na początek. Przy świeżej ranie emocjonalnej lepiej zacząć od zielonego awenturynu – jest delikatniejszy, wspiera regenerację, nie forsuje otwarcia. Różeniec potrafi być zbyt bezpośredni – otworzy ci serce, ale jeśli nie jesteś gotowy na to, co z tego wyjdzie, możesz poczuć się gorzej. Malachit z kolei jest dobry do transformacji starych wzorców – pomaga przetworzyć ból, ale potrafi wywołać silne reakcje emocjonalne, więc ostrożnie.
Przeczytałem dyskusję i chcę powiedzieć coś z innej perspektywy. Wielu tutaj mówi o technikach, kryształach, medytacjach – i to wszystko jest wartościowe. Ale z mojego wieloletniego doświadczenia kluczowa rzecz przy zamkniętej Anahacie po rozstaniu to przebaczenie. I nie mówię o przebaczeniu drugiej osobie – to przychodzi z czasem. Mówię o przebaczeniu sobie. Bo w większości przypadków, które widziałem, blokada czakry serca utrzymuje się nie przez to, co zrobił nam partner, ale przez to, co my sobie mówimy: „nie powinienem był zaufać", „powinna była wiedzieć", „to moja wina". Te wewnętrzne przekonania to kamienie, które kładziemy sobie sami na serce.
A co myślicie o częstotliwości 639 Hz? Słyszałem, że jest przypisana do Anahaty i ma wspierać harmonię w relacjach. Ktoś próbował medytować z taką muzyką po rozstaniu?
Zauważyłam coś, o czym niewiele osób mówi – po rozstaniu wiele osób instynktownie garbi się, zamyka klatkę piersiową, zakłada ręce na piersi. To jest cielesna manifestacja zamykania się Anahaty. I działanie odwrotne – świadome otwieranie klatki piersiowej – potrafi dać zaskakujące efekty. Nie mówię o jodze – mówię o codziennych nawykach. Sposób siedzenia, chodzenia, spania. Ja po swoim rozstaniu zaczęłam spać na plecach z poduszką pod łopatkami, żeby klatka była otwarta przez noc. Po dwóch tygodniach różnica była odczuwalna.
Muszę się tu wtrącić, bo widzę, że rozmowa skupia się na indywidualnej pracy, a pomija jeden aspekt – relację z naturą. Anahata to czakra żywiołu powietrza, a jej kolor to zieleń. Nie przypadkiem. Spacer w lesie, kontakt z drzewami, oddychanie świeżym powietrzem – to jest praca z czakrą serca, nawet jeśli tego nie nazywamy medytacją. Japończycy mają na to termin „shinrin-yoku" – kąpiel leśna. Badania pokazują, że obniża kortyzol, ciśnienie krwi i tętno. A z perspektywy energetycznej – zieleń lasu łączy się z częstotliwością Anahaty. Po ciężkim rozstaniu nieraz więcej daje godzina w lesie niż godzina medytacji w pokoju.
Chcę wrócić do kwestii, którą poruszył Barni – przebaczenie. Ale od strony energetycznej. Kiedy nosimy w sobie uraz, żal, rozgoryczenie, to nie są abstrakcyjne emocje – to są realne struktury w polu Anahaty. Trzymanie urazy dosłownie zagęszcza energię wokół czakry serca. Widać to u osób, które przez lata nie przebaczyły byłemu partnerowi – ich pole wokół Anahaty jest ciemne, ciężkie. Przebaczenie z poziomu energetycznego to rozpuszczenie tej substancji. I to działa w obie strony – nieważne, kto kogo skrzywdził.
Dodam do wątku przebaczenia – jest różnica między przebaczeniem a pozwoleniem. Przebaczenie sugeruje, że ktoś coś zrobił źle i my łaskawie odpuszczamy. To może budować fałszywą wyższość. Pozwolenie to co innego – to uznanie, że to, co się stało, po prostu się stało. Bez etykiet. Kiedy pracuję z ludźmi po zdradzie czy porzuceniu, często przeskakuję „przebaczenie" i idę od razu do akceptacji tego, co jest. To jest łatwiejsze dla ego i bardziej autentyczne energetycznie.
Chcę powiedzieć jedną ważną rzecz o prawidłowym wymówieniu mantry YAM, bo widzę, że przewija się w rozmowie. W sanskrycie Anahata wymawia się z naciskiem na drugą sylabę: „anAHata", nie gładko „anahata". To nie jest pedantyzm – nieprawidłowa wymowa w sanskrycie może mieć inne znaczenie. Podobnie z YAM – wymawia się to z lekko nosowym zakończeniem, jakby „JAAAM" z zamkniętymi ustami na końcu. Wibracja powinna być odczuwalna fizycznie w klatce piersiowej. Jeśli czujesz ją w gardle, to prawdopodobnie trafiasz w Vishuddhę, nie w Anahatę.
Czytam tę dyskusję i mam refleksję – dużo tu o technikach energetycznych, ale co z prostszymi rzeczami? Ja po rozstaniu najbardziej pomogło mi pisanie. Zwykły dziennik. Każdego wieczoru pisałam, co czuję, co mnie boli, co mnie złości. Nie cenzurowałam, nie próbowałam być „duchowa". I po kilku tygodniach ból w klatce piersiowej, który był ze mną non stop, zaczął się pojawiać tylko wieczorami, a potem coraz rzadziej. Nie wiem, czy to „otwierało czakrę serca" w tradycyjnym sensie, ale coś robiło.
Chciałam jeszcze powiedzieć o czymś, co jakoś umknęło – czas. W dyskusji jest dużo o tym, co robić, jakie techniki stosować, ale mało o tym, że Anahata ma swój własny rytm i nie da się go przyspieszyć. Spotkałam wiele osób, które robiły wszystko „dobrze" – medytowały, chantowały, pracowały z kryształami – i były sfrustrowane, że po miesiącu nadal czują ciężkość. Serce nie jest maszyną, której przełączasz tryb. Ono się otwiera powoli, kiedy poczuje, że jest bezpiecznie. Wymuszone otwarcie to nie otwarcie, to wyłamanie drzwi.
Przeczytałam całą dyskusję i chcę wrzucić temat, który mnie osobiście dotknął – nadaktywna Anahata po rozstaniu. Wszyscy mówią o zamknięciu, ale co z odwrotnym bieguniem? Są osoby – i ja byłam jedną z nich – które po rozstaniu zamiast się zamknąć, otwierają serce na oścież. Kochają wszystkich, pomagają każdemu, wchodzą w rolę opiekunki, bo nie potrafią zostać same ze swoim bólem. Z zewnątrz wygląda to na „duchowe podejście", a w rzeczywistości to jest ucieczka w dawanie, żeby nie musieć czuć pustki. I to jest równie problematyczna blokada, tyle że trudniejsza do rozpoznania.
Chciałam jeszcze zapytać o mudrę. Czytałam o Padma Mudra, lotos, że wspiera otwieranie czakry serca. Ktoś stosuje to regularnie? Próbowałam kilka razy, ale nie wiem, czy robię to prawidłowo – łączę dłonie, potem rozkładam palce jak kwiat, ale nie jestem pewna, jak długo trzymać.
Chcę dorzucić coś, o czym nikt jeszcze nie mówił – wpływ jedzenia na Anahatę. Czakra serca jest kojarzona z kolorem zielonym, i nie bez przyczyny – zielone warzywa liściaste, brokuły, szpinak, awokado energetycznie wspierają ten ośrodek. Ale jest jeszcze drugi kolor – różowy. Buraki, maliny, arbuz. Po rozstaniu wiele osób instynktownie traci apetyt albo sięga po ciężkie jedzenie – to jest objaw blokady. Świadoma zmiana diety na lżejszą, z dużą ilością zieleni, potrafi fizycznie odblokować napięcia w okolicy klatki piersiowej.
Wracam do tematu olejków eterycznych, bo to był mój sposób na pierwsze tygodnie po rozstaniu, zanim byłam w stanie medytować. Ylang ylang, drzewo sandałowe, olejek z róży – nakładałam na nadgarstki i na punkt na mostku. Nie wiem, czy to otworzyło mi czakrę, ale na pewno pozwalało zasnąć i zmniejszało uczucie paniki. Róża jest tradycyjnie kojarzona z czakrą serca i ma jedną z najwyższych wibracji spośród olejków.
Mam pytanie, które może wyda się kontrowersyjne. Czy są sytuacje, kiedy zamknięta Anahata po rozstaniu jest wskazaniem, że w ogóle nie powinniśmy wracać do relacji romantycznych? Że serce się zamknęło nie dlatego, że jest zranione, ale dlatego, że na tym etapie życia potrzebuje skupić energię na czymś innym – rozwoju, karierze, samotności? Nie każde zamknięcie musi być „naprawione".
Zaciekawiło mnie to, co mówił Szaman o sznurach na kilku czakrach jednocześnie. Pracuję z ludźmi od lat i potwierdzam – po intensywnym związku najczęściej widzę potrójne wiązanie: Svadhisthana, Anahata, Ajna. To trzecie – na trzecim oku – dotyczy związków, gdzie partnerzy dzielili jakieś duchowe doświadczenia, medytowali razem albo po prostu mieli silne „widzenie" siebie nawzajem, głębokie rozumienie bez słów. Ten sznur jest najtrudniejszy do odcięcia, bo często nie rozpoznajemy go jako sznur – myślimy, że to nasza intuicja, a w rzeczywistości to resztka energetycznego połączenia z kimś, kogo już nie ma w naszym życiu.
Chcę podkreślić jedną rzecz, która w tej dyskusji nie wybrzmiała wystarczająco – rola wstydu. Po rozstaniu, zwłaszcza po zdradzie czy porzuceniu, wstyd potrafi być dominującą emocją. A wstyd energetycznie nie siedzi w Anahacie – siedzi głębiej, w Manipurze i Svadhisthanie. Ale blokuje Anahatę skuteczniej niż cokolwiek innego, bo wstyd mówi „nie jestem godna miłości". To przekonanie to jak korek w butelce – póki go nie wyciągniesz, nic nie przepłynie. Więc praca z zamkniętą Anahatą po rozstaniu powinna często zaczynać się od trzeciej czakry. Od odbudowania poczucia własnej wartości.
Jeszcze jeden wątek – czakra serca a pora roku. Nie wiem, czy ktoś to obserwował, ale wydaje mi się, że praca z Anahatą jest łatwiejsza wiosną i latem, kiedy natura się budzi, zieleń jest wszędzie, dni są dłuższe. Moje rozstanie przypadło na listopad i pamiętam, że przez całą zimę byłem kompletnie zamknięty, a przełom nastąpił w marcu. Zbieżność czy nie?
