No dobra, pytam wprost – kto z was przed pierwszą randką sprawdza znak zodiaku drugiej osoby? Bo ja przyznaję się bez bicia: robię to za każdym razem. Ostatnio poznałam kogoś na Tinderze i pierwsze co zrobiłam po zobaczeniu daty urodzenia w profilu – wrzuciłam ją do kalkulatora synastrii. Potem dopiero odpisałam na wiadomość. Czy to już obsesja?
Ja sprawdzam, ale przyznaję, że nie wiem za bardzo co z tym potem zrobić. Znaczy – wiem, że jestem Wagą, i kiedyś przeczytałam, że Wagi pasują do Wodników i Bliźniąt. I na tym moja wiedza się kończy. A wy naprawdę robicie całe analizy?
Kiedyś się z tego śmiałem, a teraz sam to robię. Nie jakieś super zaawansowane rzeczy, ale przynajmniej patrzę na Wenus i Marsa, bo to więcej mówi o chemii niż sam znak słoneczny. Miałem randkę z dziewczyną, Wenus w Baranie – ja Wenus w Raku. Dramat od pierwszej minuty. Ona szła na żywioł, ja chciałem najpierw pogadać, poznać się, a ona już planowała wspólny weekend.
@Zorka Nie ma w tym nic dziwnego. Połowa osób zainteresowanych astrologią robi dokładnie to samo, tylko nie każdy się przyznaje. Natomiast sprawdzanie samego znaku słonecznego to trochę jak ocenianie książki po okładce. Jeśli już to robisz, to sprawdź przynajmniej, gdzie dana osoba ma Księżyc i Wenus – Księżyc pokaże ci, jakie ma potrzeby emocjonalne, a Wenus, jak kocha i czego szuka w relacji.
Ja się nie będę przyznawał, bo to i tak widać po moich znajomych. Każda nowa osoba, którą im przedstawiam, w ciągu pięciu minut jest "zdiagnozowana". Ale tak serio – synastria to jedno, a drugie to wyciąganie wniosków po znaku Słońca. To dwie różne galaktyki. Znam pary Baran-Rak, które funkcjonują rewelacyjnie, bo mają piękne aspekty Księżyc-Wenus. A znam pary "idealnie dopasowane" według Słońca, które się pozabijały po pół roku.
Ja nawet nie wiem co to synastria 🙂 Ale tak – pytam o znak zodiaku chyba na każdej randce. To takie niewinne pytanie, które otwiera rozmowę. Gorzej jak ktoś mówi "Skorpion" i widzisz, jak druga osoba robi krok do tyłu.
Ja mam inny problem. Sprawdzam horoskop, widzę, że teoretycznie się nie pasujemy, i już nastawiam się negatywnie. Potem idę na randkę z uprzedzeniami. I oczywiście randka jest kiepska. I myślę sobie: "no widzisz, gwiazdy miały rację". A może po prostu sam się sabotowałem? Takie błędne koło.
Ja kiedyś sprawdziłam kompatybilność ze swoim ex na jakiejś stronce. Wyszło nam 98% i byliśmy "bratnimi duszami". Rozstaliśmy się po trzech miesiącach, bo mnie zdradził. Więc chyba te 2% zrobiły robotę 🙂
Ja sprawdzam, ale dyskretnie. Nie mówię na randce "podaj mi godzinę urodzenia". Za to umiem tak pokierować rozmową, że facet sam zdradza datę urodzenia 🙂 Potem w domu siadam i sprawdzam. Może trochę psychopatyczne, ale przynajmniej wiem, na co się piszę.
Sprawa jest prosta – sam znak Słońca w kwestii kompatybilności to jakieś 10% informacji. Badacze z Meksyku przeanalizowali 24 tysiące małżeństw i 5 tysięcy rozwodów i nie znaleźli żadnej istotnej korelacji między znakami słonecznymi a powodzeniem związku. Ale to nie znaczy, że astrologia nie działa – to znaczy, że znak Słońca sam w sobie to za mało.
Ja mam takie pytanie – jeśli sam znak Słońca to za mało, to co konkretnie powinnam sprawdzać? Bo nie mam pojęcia od czego zacząć. Słyszę tu o Wenus, Marsie, Księżycu, ascendencie... Można się pogubić.
Ja się przyznam, że kiedyś odwołałam randkę, bo dowiedziałam się, że facet jest Bliźniakiem. A ja jestem Ryba. I wszystkie artykuły, które czytałam, mówiły, że to najgorsza kombinacja. Dzisiaj trochę tego żałuję, bo facet był naprawdę sympatyczny...
Nie no, mówicie tak, jakby znak Słońca w ogóle nic nie znaczył. A ja obserwuję pewne wzorce. Mam trzy kumpli Lwy i wszyscy trze mają problem z ego w związku. Przypadek?
Ja tam sprawdzam, ale nie po to, żeby ocenić, czy iść na randkę, tylko żeby wiedzieć, o czym rozmawiać. Jak wiem, że ktoś ma Wenus w znaku ziemnym, to nie zaproponuję spontanicznej wycieczki na drugi koniec miasta, tylko miłą kolację w sprawdzonym miejscu. Astrologia to informacja, nie wyrok.
Ja mam pytanie do bardziej doświadczonych – jak traktujecie te tzw. "red flagi" w synastrii? Bo czytałam, że kwadratura Plutona do Słońca partnera to już prawie przemoc, a Neptun w opozycji do Merkurego to kłamstwa i manipulacja. Czy to naprawdę tak działa?
Ej, ale czy wy naprawdę wierzycie, że pozycja planet w momencie urodzenia wpływa na to, jak się wam ułoży z drugą osobą? Bo ja jestem tu nowy w temacie astrologii i nie bardzo kumam mechanizm.
Ja dodam od siebie, że sprawdzam – ale dopiero po kilku randkach. Nie przed pierwszą. Wolę poznać osobę bez filtra astrologicznego, wyrobić sobie zdanie na podstawie bezpośredniego kontaktu, a potem ewentualnie zerknąć w kartę, żeby zobaczyć, czy to, co czuję, ma odzwierciedlenie w aspektach. I zazwyczaj ma. To jest dla mnie potwierdzenie, nie wyrocznia.
A ja mam takie pytanie – ile osób tutaj sprawdziło horoskop obecnego partnera dopiero w trakcie związku i odkryło coś, co tłumaczyło jakieś problemy? Bo mnie to kusi.
Przeczytałam kiedyś, że w badaniu jakiejś firmy pollsterskiej około 40% ankietowanych przyznało się, że odwołałoby randkę na podstawie znaku zodiaku drugiej osoby. A Skorpiony były najczęściej unikanym znakiem. Trochę to smutne, szczerze.
Mnie przeraża co innego – aplikacje randkowe, które zaczynają dodawać filtrowanie po znaku zodiaku. Bumble chyba to testował. Ludzie będą się filtrować po Słońcu i odcinać potencjalnie świetne dopasowania. To jest dokładne przeciwieństwo tego, do czego astrologia powinna służyć.
Z drugiej strony – rozumiem, dlaczego ludzie to robią. Na aplikacjach masz setki profili i szukasz czegokolwiek, co ci pomoże odsiać. Znak zodiaku jest prosty, łatwy do sprawdzenia i daje iluzję kontroli. Nawet jeśli ta kontrola jest fałszywa.
To jest dokładnie ten sam mechanizm co horoskopy w gazetach. Ludzie nie czytają ich, bo są precyzyjne – czytają, bo dają poczucie, że ktoś/coś panuje nad chaosem. A na randkach chaos jest maksymalny, więc każda podpórka jest na wagę złota.
Ja tam nie filtruję, ale przyznaję, że jak widzę, że ktoś w profilu wpisuje swój znak zodiaku i dodaje emoji planety, to od razu zakładam, że to osoba bardziej otwarta na rozmowę o takich rzeczach. I to jest plus.
A ja mam pytanie z innej beczki – co jeśli ktoś nie zna swojej godziny urodzenia? Moja mama nie pamięta, o której się urodziłam, a w szpitalu podobno nie zapisywali dokładnie. Jestem bez szans na pełną kartę?
Wracając do tematu – mam koleżankę, która poznała faceta i wszystko szło super. Dopóki nie sprawdziła synastrii. Znalazła Saturna w kwadraturze do jej Słońca i od tamtej pory analizuje każdą rozmowę pod kątem "czy on mnie ogranicza". A facet jest normalny, po prostu jest cichy z natury. Astrologia zaczęła niszczyć coś, co było dobre.
Ja mam zupełnie inne doświadczenie. Sprawdziłem synastrie z moją obecną partnerką i było tam sporo twardych aspektów. Mars kwadratura Saturn, Pluton opozycja Wenus. Na papierze – dramat. W praktyce jesteśmy razem pięć lat i właśnie planujemy ślub. Więc co – gwiazdy się pomyliły?
Czytam was i mam wrażenie, że żeby normalnie chodzić na randki, muszę skończyć studia z astrologii 🙂 Nie prościej po prostu pójść, pogadać, zobaczyć, czy jest chemia, i nie analizować wszystkiego na śmierć?
