Moja siostra chce zacząć uczyć się tarota i pyta mnie, którą talię kupić. Problem w tym, że ja zaczynałam od Shadowscapes, bo po prostu się w nich zakochałam, ale nie wiem czy to dobry pomysł dla kompletnego początkującego? Wszyscy mówią Rider Waite, ale one są takie... no wiecie. Nie chcę jej zrazić brzydkimi kartami na starcie. Co polecacie?
Rider Waite ma swoje uzasadnienie. Większość książek o tarocie opiera się właśnie na tej talii, więc nauka idzie sprawniej. Ja sama zaczynałam od Marsylskiego i musiałam dużo kombinować, bo opisy w książkach nie pasowały do tego, co widziałam na kartach.
Jest różnica między uczeniem się intuicyjnym a brnięciem w ciemno. Intuicja rozwija się stopniowo, ale trzeba mieć jakiś fundament. RWS daje ten fundament, bo Pamela Colman Smith narysowała na Małych Arkanach konkretne sceny, a nie tylko symbole.
A ja zaczynałam od Wild Unknown i jakoś mi poszło. Prawda, że przez pierwsze miesiące wszystko mi się mieszało, ale teraz używam kilku talii na przemian i nie mam problemu.
Zależy też od tego, czy twoja siostra ma już jakieś pojęcie o symbolice. Jeśli czytała coś o tarocie, to może nawet bardziej wymagająca talia będzie lepsza, bo się nie znudzi.
Ona w ogóle nie ma pojęcia. Widziała moje karty i powiedziała, że chce spróbować. Dlatego się waham - z jednej strony chcę ją zachęcić ładnymi kartami, z drugiej nie chcę, żeby po miesiącu machnęła ręką, bo nie rozumie co się dzieje.
Kupcie jej RWS Radiant. To złoty środek - zachowuje wszystkie symbole z klasycznego RWS, ale kolory są bardziej przyjazne dla oka. Nie jest to kosmiczne piękno, ale też nie odpycha.
Ja bym jednak dała jej samej wybrać. Niech pójdzie do sklepu i sam dotyk kart, spojrzenie na nie pokaże jej, która talia do niej "przemawia". To nie mit - energia talii ma znaczenie.
Ja kupiłam pierwszą talię przez internet, bo w moim mieście w ogóle nie było sklepów ezoterycznych. Wzięłam RWS, bo wszyscy polecali. Nie powiem - brzydkie są. Ale rzeczywiście łatwo się uczyć, bo wszystko mam opisane w książkach.
RWS ma tę zaletę, że ilość materiałów edukacyjnych jest ogromna. Barbara Antonowicz-Wlazińska napisała świetne książki właśnie do tej talii. Jak się potem przesiądzie na inną, to wiedza i tak zostanie.
Ale są przecież talie oparte na RWS, które wyglądają lepiej. Druidcraft Tarot na przykład - ta sama symbolika, ale bardziej artystyczne wykonanie.
O, Druidcraft nie znałam. Zaraz poszukam w necie.
Druidcraft to świetna opcja, tyle że trudniej dostępna. A poza tym ma silny celtycki charakter, co nie każdemu pasuje. Ja bym jednak stawiała na klasykę - RWS albo RWS Radiant.
Można też iść w kompromis - kupić dwie talie. Jedną ładną do codziennego ciągania karty, drugą RWS do nauki i rozkładów.
Ja zaczynałam od Tarota Marsylskiego i wcale nie było tak źle. Owszem, Małe Arkana to tylko symbole - kielichy, miecze, monety, kije - ale to zmusza do myślenia. Nie ma gotowca na tacy.
Według mnie Marsylski na początek to masochizm. Lepiej najpierw ogarnąć podstawy na RWS, a potem eksperymentować.
Kwestia temperamentu. Są ludzie, którzy wolą mieć wszystko rozpisane i po kolei, i dla nich RWS będzie idealny. Są też tacy, którzy lepiej uczą się metodą prób i błędów, i dla nich może działać coś bardziej wymagającego.
Moja siostra raczej lubi mieć strukturę. Więc chyba jednak RWS będzie bezpieczniejszy.
Nie zapominajcie o jakości wydania. Są RWS od różnych wydawnictw i różnią się diametralnie. Ja kupiłam kiedyś najtańszy zestaw i karty były z takiego papieru, że po tygodniu zaczęły się zwijać. Lepiej dopłacić i mieć porządną talię.
A co z tymi, co mówią, że pierwsza talia powinna być podarowana, nie kupiona?
Gdybym czekał, aż ktoś mi podaruje talię, to bym do dziś nie miał kart. Nikt w moim otoczeniu się tym nie interesował. Kupiłem sobie i tyle.
Ja dostałam pierwszą talię w prezencie i szczerze mówiąc to był problem, bo to była talia z motywami kotów. Śliczna, ale kompletnie nieczytelna. Musiałam i tak kupić sobie RWS.
Największy błąd to kupowanie talii tylko dlatego, że jest ładna. Widziałem już ludzi, którzy kupili sobie Deviant Moon albo Thota, bo wyglądają "magicznie", i potem siedzą i nie wiedzą co z tym zrobić.
Thoth to w ogóle osobny temat. Aleister Crowley zmienił tam tyle rzeczy, że to nie jest talia dla początkujących. Zmienił nazwy kart, kolejność, symbolikę... Trzeba mieć solidne podstawy, żeby to ogarnąć.
A ktoś pracował z Golden Tarot? Widziałam ją w sklepie i wygląda cudnie, ale nie wiem czy na początek?
Dokładnie, Modern Witch to dosłownie RWS przełożony na współczesny język wizualny. Zamiast średniowiecznych postaci masz współczesne kobiety, ale symbole, pozy, kompozycja - wszystko to samo.
Ja pracuję głównie z Shadowscapes i uwielbiam tę talię, ale przyznaję, że dla początkujących może być wymagająca. Tam wszystko jest bardzo symboliczne, dużo fantazji, mało konkretów.
