Czy te miejsca mogą się łączyć? Mam dwie oddzielne lokacje - "leśną polanę" i "kamienną wieżę". Ostatnio we śnie odkryłam, że są ze sobą połączone wąską ścieżką. Wcześniej były kompletnie osobne, w różnych snach.
A czy może być odwrotnie? Czy jedno miejsce może się rozpaść na kilka mniejszych? Bo mój "wielki dworzec" kiedyś był jedną przestrzenią, a teraz to jakby kilka oddzielnych dworców połączonych tunelami. Każdy ma inną atmosferę, inne przeznaczenie.
Hmm, to interesujący sposób patrzenia na to. Faktycznie czuję się inaczej w każdym z tych dworców. W jednym jestem spokojny, w drugim podniecony przygodą, w trzecim melancholijny. Może to rzeczywiście różne stany umysłu.
Czytam to wszystko i zazdroszczę wam tych stabilnych miejsc. Moje sny są totalnie chaotyczne, nic się nie powtarza. Może robię coś źle? Jak można "wyhodować" takie stałe miejsce?
Mnie zastanawia, czy takie miejsca mogą być portalami. W sensie - czy wchodząc do stabilnej lokacji można przejść do innych wymiarów snów? U mnie dworzec metra prowadzi do dziesiątek różnych światów.
Powracam do kwestii pamięci tych miejsc. Czy ktoś miał tak, że zapomniał stałe miejsce na długi czas, a potem nagle je sobie przypomniał? Mi się to zdarzyło po pięciu latach.
A czy odwrotnie - czy możecie wywołać zapach z miejsca sennego na jawie? Ja czasem czuję zapach morza z mojej zatoki, mimo że mieszkam daleko od wybrzeża.
Czy możliwe jest, że stare miejsca nie zanikają, tylko zmieniają formę? Moja biblioteka z dzieciństwa teraz jest archiwum cyfrowym. Ta sama funkcja, inna forma.
Z perspektywy neurologicznej można to widzieć jako przebudowę sieci neuronalnych. Stare połączenia słabną, nowe się tworzą, ale ogólny wzorzec pozostaje.
A czy ktoś próbował "wynieść" coś z tych miejsc? Przedmiot, informację, symbol? Ja w moim "sklepie staroci" znalazłam kiedyś pierścień z dziwnym znakiem. Obudziłam się i narysowałam go. Później sprawdziłam - to był alchemiczny symbol rtęci, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Kiedyś w mojej "bibliotece cieni" (wszystko tam jest czarno-białe) znalazłem książkę napisaną w języku który rozumiałem tylko tam. Na jawie nie pamiętam ani słowa, ale we śnie czytałem płynnie. Co to mogło być?
Albo to był prawdziwy język, ale zapisany w pamięci proceduralnej, nie deklaratywnej. Umiesz na nim "mówić" i "rozumieć" ale nie potrafisz go przypomnieć świadomie. Jak jazda na rowerze - ciało pamięta, ale nie potrafisz tego zwerbalizować.
Niemniej, samo zjawisko jest uderzające. We śnie możemy robić rzeczy niemożliwe na jawie - latać, przenikać przez ściany, czytać nieistniejące języki. Te miejsca są przestrzeniami gdzie normalne prawa nie obowiązują. Może dlatego wracamy do nich - są miejscami wolności.
To przypomina mi koncepcję "heterotopii" Foucaulta - miejsca które są inne, które zawierają w sobie inne możliwości niż przestrzeń zwykła. Teatr, cmentarz, lustro - heterotopie fizyczne. Nasze miejsca senne są heterotopiami psychicznymi.
Nigdy nie słyszałam o heterotopiach, ale nazwa jest świetna. Moje "miasto za mgłą" to definitely heterotopia - przestrzeń która zawiesza zwykłe zasady. Tam czas płynie inaczej, fizyka nie działa tak samo, a przeszłość i przyszłość mieszają się.
Czas w tych miejscach to osobny temat. W moim "domu przodków" spotykam ludzi z różnych epok - dziadków, pradziadków, ludzi których nigdy nie znałem ale wiem że są moją rodziną. Czas tam jest jakby zwinięty, wszystkie generacje razem.
Niektóre tradycje mówią o "domach ducha" dokładnie w tym kontekście - miejsca gdzie można spotkać przodków, nauczyć się od nich. To jest core shamańskiej praktyki w wielu kulturach. Może wasze miejsca senne pełnią podobną funkcję?
To jest właśnie różnica między zwykłym snem a doświadczeniem w stałym miejscu. Zwykły sen mija i zapominamy. Doświadczenie w stałym miejscu zostaje, zmienia nas. Możemy tam doświadczyć inicjacji, transformacji. To sacred space w najgłębszym sensie.
Sacred space, temenos, heterotopia - różne nazwy dla tego samego. Miejsca gdzie możliwa jest transformacja. Gdzie stare umiera i nowe się rodzi. Moja "jaskinia kryształów" właśnie taką rolę pełni. Przychodzę tam gdy potrzebuję się odnowić, przemienić.
Zaczynam rozumieć dlaczego mój "szpital" pojawia się gdy jestem chora. To nie tylko metafora - to miejsce gdzie faktycznie zachodzi uzdrowienie, ale na poziomie psychicznym. Gdy tam jestem, coś się we mnie leczy, przestraja.
A co z miejscami który nas przerażają? Mam jeden "zakazany korytarz" gdzie boję się chodzić nawet we śnie. Kiedyś tam wszedłem i było... nie wiem jak to opisać. Źle. Po prostu źle. Od tego czasu omijam to miejsce.
Czy ktoś miał doświadczenie że "zakazane miejsce" zmieniło się po konfrontacji? Że po tym jak w końcu tam poszliście, okazało się że nie jest takie straszne?
Tak, u mnie był "ciemny las" którego unikałem latami. W końcu w świadomym śnie zdecydowałem się tam wejść. Na środku znalazłem studnię, a w studni... siebie samego, ale młodszego. Chłopaka którego byłem przed traumą. Odkąd go "odzyskałem", las jest tylko lasem. Nie jest już ciemny.
Teraz to już rozmawiamy o głębokiej pracy terapeutycznej. Te miejsca, te "mapy onirycznej krainy", to nie tylko ciekawostka. To żywe narzędzia rozwoju, uzdrowienia, odkrywania siebie. Podejście do nich z szacunkiem i uwagą może zmienić życie.
I to jest piękno tej pracy - że nigdy się nie kończy. Zawsze jest coś nowego do odkrycia, zawsze jest kolejna sala w naszym wewnętrznym pałacu, kolejna ścieżka w lesie. To podróż która trwa całe życie.
Czytając wasze doświadczenia zaczynam bardziej doceniać moje własne powtarzające się miejsca. Myślałem że to tylko sny, a to coś więcej. Chyba zacznę prowadzić dziennik i bardziej uważnie patrzeć na te przestrzenie.
Czy są jakieś książki czy zasoby które polecacie dla kogoś kto chce głębiej badać te miejsca? Oprócz Junga, którego już kilka osób wspomniało.
