Ostatnio dużo czytałam o różnych tradycjach szamańskich i zastanawiam się, czy rzeczywiście istnieją uniwersalne elementy we wszystkich kulturach. Bo z jednej strony mamy syberyjskich szamanów z ich bębnami, z drugiej amazońskich curanderos z ayahuascą. To całkiem różne podejścia, ale może coś ich jednak łączy?
Bardzo dobre pytanie. Z moich obserwacji wynika, że niezależnie od geografii i kultury, wszystkie tradycje operują na podobnej kosmologii - trzy światy: górny, środkowy i dolny. To podstawa. Różnią się tylko metody dotarcia tam - jedni używają bębnów, inni roślin, jeszcze inni tańca.
Ale czy to nie jest trochę naciągane? Przecież każda kultura ma swój własny kontekst. Nie można tak po prostu mieszać syberyjskich praktyk z amazońskimi. To jak porównywanie jabłek z pomarańczami.
A co z tymi zwierzętami mocy? Bo ja słyszałam, że w każdej tradycji pojawiają się duchy zwierząt jako przewodnicy. W Ameryce Północnej to orły i niedźwiedzie, w Syberii renifery, w Amazonii jaguary...
Moment, ale czy nie przesadzamy z tymi "uniwersalnymi" elementami? Przecież współczesny neoszamanizm właśnie przez to robi szkody - miesza wszystko w jeden worek i wypiera autentyczne tradycje.
Ale może nie wszystko jest takie czarne? Ja uczęszczałam na warsztaty i naprawdę pomogły mi zrozumieć siebie. Czy to źle, jeśli ktoś szuka pomocy i znajduje ją w tych praktykach?
To prawda. Widziałam dokumenty o turystyce ayahuasca w Peru. Zachodniacyi przyjeżdżają, płacą krocie za ceremonie, a lokalni szamani często nie wiedzą, jak bezpiecznie prowadzić rytuały dla obcokrajowców.
A co z tymi śmierciami w Peru? Kilkanaście przypadków w ostatnich latach. To pokazuje, że nie można tak po prostu wyrwać praktyki z ich kulturowego kontekstu. Ayahuasca to nie zabawka dla bogaczy z Zachodu.
Ale jak odróżnić autentycznego praktykującego od oszusta? Przecież większość z nas nie zna się na tych tradycjach na tyle, żeby ocenić kompetencje.
W Korei mudang to rzeczywiście głównie kobiety. To pokazuje, jak różne mogą być role płciowe w różnych tradycjach. Nie ma jednego modelu "szamana". Każda kultura wykształciła własne rozwiązania.
Ale wracając do tych uniwersalnych elementów - czy rytmiczne bębnienie rzeczywiście wywołuje podobne stany świadomości u wszystkich ludzi? To chyba ma podstawę neurologiczną?
Ale czy to nie jest redukcjonizm? Sprowadzanie duchowych doświadczeń do neurologii? Jakby nie było w tym nic więcej niż tylko chemia mózgu.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - te rośliny psychoaktywne. W Amazonii ayahuasca, w Meksyku peyote, grzyby... Czy to przypadek, że różne kultury niezależnie odkryły podobne substancje?
Ale czy wszystkie tradycje używają substancji? Bo słyszałam, że w Syberii głównie bębny, bez żadnych roślin.
A co z tym muchomorem czerwonym? Słyszałam, że w Syberii czasami go używano, ale to było raczej wyjątkowe.
Amanita muscaria rzeczywiście pojawiała się w niektórych tradycjach syberyjskich, ale znacznie rzadziej niż przedstawia to popularna kultura. Była używana głównie podczas najważniejszych ceremonii, nie rutynowo.
Te wszystkie rozmowy o substancjach... Czy nie tracimy z oczu tego, co najważniejsze? Szamanizm to przede wszystkim służba społeczności, uzdrawianie, nie szukanie "tripów".
Ale czy indywidualne uzdrawianie nie może prowadzić do uzdrowienia całej społeczności? Jeśli każda osoba będzie bardziej świadoma i zrównoważona...
A co z tymi "szamańskimi podróżami"? Czy to rzeczywiście uniwersalny element, czy tylko współczesna interpretacja?
Czytałam o tych trzech światach - górnym, średnim i dolnym. Czy to tylko metafora, czy szamani rzeczywiście wierzą w te miejsca jako realne?
Ale jak to pogodzić ze współczesną nauką? Czy można być wykształconym człowiekiem i jednocześnie wierzyć w te "inne światy"?
Problem w tym, że próbujemy zrozumieć szamanizm poprzez nasze kategorie myślowe. Ale może trzeba by odwrócić perspektywę i pozwolić szamanizmowi nauczyć nas nowych sposobów postrzegania rzeczywistości.
To brzmi pięknie w teorii, ale w praktyce jak mamy to zrobić? Przecież nie możemy nagle przestać myśleć racjonalnie i uwierzyć we wszystko.
A co z współczesną psychoterapią? Czy można łączyć szamańskie techniki z psychologią? Czasami słyszę o "szamańskiej psychoterapii".
A co z tymi "szamańskimi rekolekcjami" w górach czy lasach? To też appropriacja, czy można to uznać za coś pozytywnego?
Ale czy oznacza to, że my, żyjący w miastach, jesteśmy skazani na brak kontaktu z tym typem duchowości? To trochę smutne...
