Widzę, że w internecie temat wraca jak bumerang, więc może czas porozmawiać na serio. Kwestia fotografii w rytuałach miłosnych jest starsza niż nam się wydaje — choć oczywiście samo medium fotograficzne to wynalazek stosunkowo młody. Wcześniej rolę „nośnika wizerunku" pełniły portrety malowane, figurki woskowe, a nawet kamienne podobizny. Zasada jest ta sama: obraz osoby tworzy most energetyczny między praktykiem a celem rytuału. Frazer nazywał to Prawem Podobieństwa — obraz przypomina osobę, więc działanie na obraz przenosi się na osobę. Tyle teoria. A praktyka bywa różna i chętnie posłucham, co inni mają do powiedzenia.
Zgadzam się co do podstaw, ale chciałabym dodać, że fotografia to nie jedyna droga i wcale nie najlepsza. Przedmiot osobisty — włosy, paznokcie, kawałek noszonej odzieży — daje znacznie silniejsze połączenie, bo działa tu Prawo Styczności. Zdjęcie to jedynie odwzorowanie powierzchni, wizualna kopia. Nie niesie ze sobą cząstki fizycznej energii osoby. Dlatego zawsze mówię, że fotografia to plan B, nie plan A.
A ja mam pytanie trochę z innej beczki — co z cyfrowym zdjęciem na telefonie? Bo dzisiaj mało kto drukuje fotografie. Czy wyświetlony ekran smartfona ma takie samo działanie jak wydrukowane zdjęcie?
Ja osobiście zawsze drukuję. Coś w tym jest, że trzymasz w ręku fizyczny obiekt, możesz go dotknąć, poczuć papier. Kiedy robisz rytuał, angażujesz wszystkie zmysły i dotyk odgrywa ogromną rolę. Z telefonem tego nie masz.
Ale to trochę tak, jakbyśmy się czepiały formy zamiast treści. Jeśli ktoś nie ma dostępu do drukarki, to co — nie może odprawiać rytuałów? Wydaje mi się, że zbyt duży nacisk na rekwizyty odciąga od tego, co naprawdę ważne — od siły woli i umiejętności wizualizacji.
Pozwolę się nie zgodzić z częścią tutaj obecnych. Fotografia w rytuale miłosnym to temat, który jest mocno zmitologizowany. Widywałem mnóstwo przypadków, gdy ludzie robili wszystko „poprawnie" — drukowane zdjęcie, świece, odpowiednia faza księżyca — i nic. Zero efektu. A potem ktoś inny, bez żadnych zdjęć, samą medytacją i wizualizacją osiągał to, czego chciał. Fotografia to pomoc, nie warunek konieczny.
Mam pytanie — a co ze zdjęciami z aparatu cyfrowego vs analogowego? Dawno temu, zanim przeszliśmy na cyfrówki, zdjęcia robiło się na kliszy. Czy tam film światłoczuły „łapał" coś więcej niż piksele?
Dobra, a teraz praktycznie — jakie rytuały z fotografią faktycznie działają? Bo teoria teorią, a ludzie chcą wiedzieć, co robić.
Muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia co do tego tematu. Z jednej strony rozumiem tradycję i symbolikę, z drugiej — rytuał na kogoś bez jego wiedzy to trochę manipulacja. Gdzie jest granica między „przyciąganiem miłości" a próbą wpływania na czyjąś wolę?
Wracając do spraw praktycznych — jaka faza księżyca jest najlepsza do rytuału ze zdjęciem?
A co z porą dnia? Czytałem gdzieś, że rytuały ze zdjęciem najlepiej robić o północy.
Dodam jeszcze kwestię, o której prawie nikt nie wspomina — dzień tygodnia. Piątek jest tradycyjnie dniem Wenus, więc rytuały miłosne najlepiej przeprowadzać właśnie w piątek. Jeśli piątek wypada w rosnący księżyc — masz idealne okno.
Chcę wrócić do samego zdjęcia, bo padło tu dużo ogólników, a mało konkretów. Ważna rzecz: zdjęcie do rytuału nie może być podarte, pogięte, poklejone. Uszkodzone zdjęcie niesie rozbitą energię i może w nieoczekiwany sposób wpłynąć na osobę. To nie przesąd — widziałam sytuacje, gdy ktoś używał starego, pomiętego zdjęcia i zamiast zbliżenia sprowadził na siebie chaos w relacji.
A jest jakaś różnica, czy na zdjęciu osoba patrzy prosto w obiektyw, czy jest z profilu?
Czy ktoś z was próbował łączyć rytuał ze zdjęciem z innymi technikami? Na przykład zdjęcie plus sigil?
Ja mam jeszcze pytanie o czas trwania. Jak długo zdjęcie powinno „pracować" w rytuale? Czy palisz świecę raz i koniec, czy to powinno być powtarzane?
Jest jeszcze kwestia tego, co robisz ze zdjęciem PO rytuale. Ludzie o tym zapominają. Zdjęcie, które było częścią rytuału, jest naładowane energią. Nie wyrzucaj go do kosza. Jeśli rytuał się zakończył — zakop je w ziemi lub spal w ogniu. Jeśli rytuał ma trwać dalej — przechowuj w bezpiecznym, ciemnym miejscu, owinięte w czerwony lub biały materiał.
Wróćmy na moment do kwestii aktualności zdjęcia. Mówiliśmy, że zdjęcie powinno być niedawne — ale jak niedawne? Rok temu? Pięć lat? Miesiąc?
Jeszcze jedno spostrzeżenie — uważajcie na zdjęcia, na których w tle widać cmentarze, kościoły, szpitale albo inne miejsca o silnej energii. Tło też niesie wibrację i może wpłynąć na rytuał w nieprzewidywalny sposób.
Chciałabym jeszcze poruszyć temat rytuału z lustrem i zdjęciem, bo to silna technika, a mało o niej mówiliśmy. Kładziesz dwa zdjęcia — swoje i drugiej osoby — przed lustrem tak, żeby się w nim odbijały jako jedno. Lustro tworzy nieskończoność odbić, co symbolicznie łączy wasze energie w nieskończoność. Jest to wariant mocniejszy niż samo wiązanie nicią.
Okej, a jak długo taki rytuał ze zdjęciem potrzebuje, żeby zadziałać? Tygodnie, miesiące?
To jest zresztą powód, dla którego wielu ludzi mówi, że „rytuał nie zadziałał". Bo oczekują scenariusza filmowego — dzień po rytuale ex stoi pod drzwiami z kwiatami. A magia pracuje subtelniej. Może zmieni się wasze otoczenie, pojawią się okoliczności do spotkania, ktoś wspomni o tobie przy tej osobie. Trzeba być uważnym na znaki.
Jeszcze jeden temat, który warto poruszyć — co jeśli osoba, na którą robimy rytuał, jest wrażliwa energetycznie? Taka osoba może poczuć, że „ktoś o niej myśli" albo wręcz zobaczać twarz osoby robiącej rytuał. To się zdarza i bywa kłopotliwe, zwłaszcza jeśli ta osoba nie wie, co się dzieje.
Na sam koniec chcę powiedzieć jedno — rytuał z fotografią działa. To nie jest kwestia „czy", tylko „jak". Wymaga odpowiedniego przygotowania, czystej intencji, dobrego zdjęcia i — przede wszystkim — szacunku do procesu i do osoby, z której energią pracujesz. Traktuj to poważnie, a magia odpowie.
