Temat rzeka, ale dobrze że ktoś to opisał wprost. Z mojego doświadczenia – tak, rytuał miłosny może się odwrócić, ale nie w taki sensacyjny sposób, jak ludzie sobie wyobrażają. To nie jest tak, że nagle spadnie ci cegła na głowę. Chodzi raczej o subtelne rzeczy: rozdrażnienie, bezsenność, natarczywe myśli o osobie, na którą rytuał był kierowany. Widziałam to wielokrotnie. Najczęściej problem leży w braku odpowiedniego zamknięcia rytuału i nieoczyszczeniu się po nim.
Mnie zawsze uczono, że rytuał miłosny to praca z energią drugiej osoby, więc siłą rzeczy naruszasz czyjąś przestrzeń energetyczną. I to samo w sobie niesie ryzyko. Trochę jak z elektrycznością – jeśli nie wiesz co robisz, może cię kopnąć.
Sam widziałem przypadki, gdzie osoba zlecająca rytuał nagle zaczęła mieć koszmary senne, ciągłe bóle głowy, poczucie wewnętrznego niepokoju, którego wcześniej nie było. Nie twierdzę, że to zawsze kwestia „odbicia" – czasem to po prostu lęk i poczucie winy, które generują takie stany. Ale zdarzało się, że te objawy ustępowały dopiero po oczyszczeniu.
To jest w ogóle sedno problemu. Ludzie przychodzą do rytualisty w stanie emocjonalnego rozchwiania, a potem każdy katar interpretują jako karmiczną karę. Nie mówię, że odbicia nie istnieją, ale trzeba mieć zdrowy dystans.
Mam pytanie do osób bardziej doświadczonych. Czy jeśli rytuał wykonuje profesjonalista, ryzyko odbicia spada na niego, na zleceniodawcę, czy na obu?
Czytam wasze wpisy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem koncepcję odbicia, z drugiej – trochę mi to pachnie myśleniem życzeniowym na odwrót. Czyli tak samo jak ktoś przypisuje sukces rytuałowi, tak ktoś inny przypisuje porażkę „karze". A prawda jest taka, że nie zawsze wiemy, co się naprawdę dzieje na poziomie energetycznym.
A co z Zasadą Trójki? Znacie to z wicca – cokolwiek wyślesz w świat, wraca do ciebie potrójnie. Jak to się ma do rytuałów miłosnych?
Sam widziałem sytuację, w której koleżanka zleciła spętanie miłosne u kogoś, kogo nie znam. Po dwóch tygodniach facet wrócił, ale jednocześnie ona zaczęła mieć ataki paniki, których wcześniej nigdy nie miała. Nie spała, nie jadła, myślała tylko o nim. Paradoksalnie to ona zachowywała się jak pod urokiem, nie on. Przypadek? Może. Ale zbieżność czasowa była uderzająca.
Mam trochę inne zdanie niż większość tutaj. Uważam, że większość tak zwanych „odbić" to efekt psychologiczny. Osoba, która zleca rytuał, czuje się winna – nieważne, czy to świadomie czy nie. A poczucie winy generuje lęk, bezsenność, koszmary. To się idealnie nakłada na to, co ludzie opisują jako odbicie. Nie potrzebujesz metafizyki, żeby to wyjaśnić.
