Ale księga musi być osobista. Przepisany rytuał nie ma tej samej mocy co zapisane własne doświadczenie. Ja bym dał uczniowi pustą księgę, nie swoją.
Może kompromis - ucze otrzymuje wybrane strony do przepisania jako lekcje, ale buduje własną księgę wokół tego. Fundament od mistrza, reszta własna.
W moim covenie mistrzyni dała nam wszystkim pusty notes i jedną stronę z jej księgi. "To jest klucz" - powiedziała. "Znajdźcie drzwi." Trzy lata później rozumiałam co miała na myśli.
A ktoś prowadzi równolegle księgę światła i księgę cienia? Jasną i ciemną praktykę oddzielnie?
Ja tak robię. Biała księga - uzdrawianie, ochrona, błogosławieństwa. Czarna księga - banishingi, sprawiedliwość, konfrontacja cienia. Trzymam je w osobnych miejscach. Inna energia.
Ale czy to nie tworzy dychotomii? Dla mnie jasne i ciemne to jedno. Księga zawiera całość mojej duszy - nie da się rozdzielić.
Ja miałam okres rozdzielenia i okres integracji. Na początku potrzebowałam granic - bałam się ciemności. Teraz wszystko w jednej księdze. Cień i światło tańczą razem.
Czy ktoś zanotował synchroniczność tak dziwną że aż przerażającą? Ja zapisałem w księdze "spotkam kogoś z tatuażem kruka". Dwie godziny później nieznajoma z krukiem na ramieniu spytała mnie o drogę.
Miałam gorsze. Zapisałam w księdze złość na osobę. Nie zaklęcie, tylko emocjonalny zapis. Tydzień później ta osoba miała wypadek. Nie wiem czy to moja wina, ale spalilam tę stronę i przez miesiąc czyściłam księgę.
To przerażające. Czyli każda negatywna myśl zapisana może się zmaterializować?
Właśnie dlatego prowadzenie księgi to odpowiedzialność. To nie pamiętnik nastolatki. Każde słowo ma wagę, niesie konsekwencje.
Doświadczyłam czegoś dziwnego - otworzyłam księgę na przypadkowej stronie szukając odpowiedzi. Trafiłam na zaklęcie które zapisałam rok temu. Opisywało dokładnie sytuację w której byłam TERAZ. Jakbym zostawiła wiadomość dla siebie z przeszłości.
Właśnie dlatego nigdy nie wyrzucam starych ksiąg. Czasem odpowiedź na dzisiejsze pytanie leży w zapisku sprzed 10 lat. To archiwum mojej duszy w czasie.
Jak poznać że księga jest "pełna"? Nie fizycznie - energetycznie?
Poczujesz ciężar. Dosłownie - księga staje się cięższa niż powinna. Albo przeciwnie - staje się pusta, jakby oddała całą energię. Wtedy czas na nową.
To wszystko brzmi tak głęboko. Boję się że moja księga nie będzie tak magiczna. Że będą to tylko słowa na papierze.
Czy księga może "wypalić się"? Mam wrażenie że moja pierwsza straciła moc po roku. Przestałem czuć tę więź.
Ja miałem księgę która dosłownie przestała przyjmować atrament. Pióro ślizgało się po papierze jakby był woskowany. Zrozumiałem - ta księga powiedziała "koniec". Spalitem ją podczas Beltane.
Przypomina mi się stara tradycja - zakopywanie księgi po siedmiu latach. Ziemia przyjmuje wiedzę, kompostuje ją, rodzi nową mądrość. Może brzmi dziwnie, ale zawsze to rozważałam.
Ja mam inną perspektywę - może księga nigdy nie powinna być zniszczona? Może jej energia ma trwać, nawet gdy przestajemy w niej pisać? Moje stare księgi żyją na półce i nadal emanują. Czuję je.
A jeśli księga zostanie zgubiona? To znaczy że sama odeszła?
To niesamowite. Jakby księga miała własny plan.
Bo ma. Im więcej w nią wkładasz, tym bardziej żyje. To nie metafora - to prawda energetyczna. Każde słowo to tchnienie życia.
