No dobra, rzucam temat, bo od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Mam dwie czaszki – jedną z kwarcu górskiego, drugą z obsydianu – i za każdym razem jak siadam do medytacji z którąś z nich, coś się dzieje. Trudno to opisać słowami, ale ta z obsydianu wyraźnie ciągnie energię w dół, jakby ją zakotwiczała. Zastanawiam się, czy to kwestia samego kamienia, czy kształt też robi robotę. Bo czaszka to jednak nie jest zwykły kaboszon.
To ciekawe, bo ja mam podobne obserwacje. Kształt ma znaczenie – i to spore. Czaszka odwzorowuje ludzką głowę, a głowa to siedlisko świadomości, myśli, trzeciego oka. Kiedy pracujesz z takim przedmiotem, symbolicznie wchodzisz w kontakt z własnym umysłem, ale też z kolektywną pamięcią gatunku. Przynajmniej tak to czuję. Mój labradoryt w kształcie czaszki zachowuje się inaczej niż ten sam labradoryt w postaci kulki – jest jakby bardziej skupiony, precyzyjniejszy w swoim działaniu.
Ja bym tu rozdzielił dwie sprawy. Jedno to właściwości energetyczne kamienia, drugie to symbolika formy. Obie działają, ale mechanizmem jest co innego. Kamień działa swoją częstotliwością, forma działa przez archetyp i intencję. Jak te dwa elementy się nałożą, masz coś, co faktycznie robi różnicę. Dlatego czaszka z przypadkowego minerału kupionym na wyprzedaży za 15 zł nie zadziała tak samo jak dobrze dobrana, skonsekrowana czaszka z materiału, który do ciebie mówi.
No i tu dochodzimy do sedna. Bo sklepów z czaszkami jest teraz od groma – Allegro, AliExpress, ezoteryczne butiki – i większość kupujących traktuje to jak bibelot na półkę. Ładna dekoracja, trochę klimatu. I pytanie, czy to jest problem, czy nie. Moim zdaniem – nie jest. Jeśli ktoś kupuje czaszeczkę bo mu się podoba, to jego sprawa. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś wierzy, że sama obecność takiego przedmiotu go uzdrowi z poważnej choroby. To już wchodzi w niebezpieczne rejony.
Mnie też irytuje to komercyjne podejście, ale z drugiej strony jak odrożnić tę granicę? Sama mam kilka czaszek i faktycznie czuję różnicę w pracy z nimi. Mam ametysta i kwarc różowy – i te dwa zachowują się zupełnie inaczej nawet podczas tej samej medytacji. Nie wiem, czy to placebo, czy nie, ale efekty są realne.
Wróćmy trochę do historii, bo to jest naprawdę ciekawe. Te słynne czaszki – Mitchell-Hedgesa, brytyjska z British Museum, paryska – przez lata były sprzedawane jako prekolumbijskie artefakty Majów albo Azteków. Badania mikroskopowe wykazały, że zostały wykonane w XIX wieku, prawdopodobnie w Idar-Oberstein w Niemczech. Czyli klasyczna mistyfikacja antykwaryczna z epoki, kiedy rynek na „starozytnosći” z Ameryki Śrotkowej kwitł. I co ciekawe – Anna Mitchell-Hedges twierdziła, że jej czaszka sama teleportowała się z miejsca na miejsce i prognozowała śmierć JFK. Trochę dużo jak na kawałek kwarcu z XIX-wiecznego warsztatu.
Dorzućę jeszcze jeden wątek – piezoelektryczność kwarcu. Kwarc pod naciskiem generuje ładunek elektryczny i odwrotnie – pod wpływem pola elektrycznego się odkształca. To jest fakt naukowy, nie ezoteryczny. Ludzie z kręgów New Age chętnie to przywoułują jako „dowód” na działanie czaszek. Ale piezoelektryczność to nie jest to samo co magia. Kwarc w zegarku też jest piezoelektryczny i nikt nie twierdzi, że zegarek go uzdrawia.
Mam pytanie techniczne, bo sam niedawno kupiłem pierwszą czaszkę z kwarcu dymnego. Jak ją konsekrować? Bo czytałem różne rzeczy – kadzidło, woda, moonlight, moonwater, zakopywanie w ziemi... Trochę się w tym gubiłem.
A jak często czyścicie swoje czaszki? Pytam, bo mam wrażenie, że moja ametystowa po intensywniejszych sesjach jest jakaś ciężka, jakby zebrała coś co chce oddać.
Ciekawy wątek się tu robi. Chcę dodać coś o formie czaszki w kontekście medytacji z nią. Są szkoły które uczą gapienia się w oczy czaszki jako techniki wejścia w odmienne stany. Coś a la scrying – podobnie jak z lustrem lub kulą kryształową, tylko że forma czaszki ma dodatkową symbolikę przejścia, granicy między światami. Rozmawiałam kiedyś z kimś, kto w ten sposób pracował z czaszką z obsydianu i opisywał bardzo wyraźne wizje – niekoniecznie przyjemne, ale informacyjne.
W tradycji nordyckiej też są wzmianki o czaszce jako pojemniku mocy – coś a la container of galdr. Nie ma bezpośredniego odpowiednika kryształowych czaszek, ale forma jako taka nie jest obca magii runicznej. Valknut na czaszce, czaszka jako atrybut Odyna-Wandera... symbol jest stary. Więc argument, że to „wynalazek New Age” jest prawdziwy tylko do połowy.
Wracając do praktyki – czy ktoś ma doświadczenia z zestawem czaszek? Czytałem o ustawieniu kilku czaszek w okrąg podczas pracy grupowej. Sam próbowałem z dwiema i odczuwałem coś jakby pole między nimi, ale nie wiem czy to moje wyobrażenie, czy coś rzeczywistego.
Ja mam pytanie do tych, którzy pracują z czaszkami regularnie. Czy macie poczucie, że czaszka „pamięta”? Mam na myśli to, co niektórzy opisują jako zdolność kryształu do przechowywania informacji. Shapiro pisał o tym sporo – że czaszki są jak komputery zapisujące energie wokół siebie. Osobiście czuję że moja stara czaszka z kwarcu górskiego ma inną „atmosferę” niż ta którą kupiłam rok temu. Jakby ta stara była gęśtsza.
Mam jeszcze jedno pytanie praktyczne. Czy czaszki należy trzymać przykryte? Gdzieś czytałam, że powinny być zasłonięte tkanią gdy się z nimi nie pracuje, żeby nie zbierały energii z otoczenia. Czy to ma sens?
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej mam ochotę spróbować. Do tej pory miałem tylko zwykłe kamienie w formie surowej lub tumblowane. Czaszka to jednak spory krok. Jaki materiał polecacie na początek?
Wracam jeszcze do pytania o formę. Coś mnie tu kusi – czy jest różnica między czaszką z ruchomą szczęką i bez? Widziałem że niektóre mają wyodrębnioną żuchwę, inne są monolitem. Shapiro wspominał o czaszce Mitchell-Hedgesa jako wyjątkowej właśnie z powodu oddzielnej żuchwy.
Dobra praktyczna uwaga – czy ktoś wie jak działa sprawa z czaszką znalezioną, a nie kupioną? Znajoma znalazła małą obsydianową czaszkę na pchlim targu, nie wie skąd pochodzi. Zastanawia się czy w ogóle z niej korzystać.
Jak w ogóle zaczęło się to całe zainteresowanie czaszkami? Pytam o genezę kulturową, bo widzę że historycznie to jest mocno pomieszane.
I na koniec – bo ta rozmowa trochę już objęła wszystkie strony tematu – chcę powiedzieć jedno: nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi na pytanie z tytułu. Czaszka kryształowa jest tym czym jest dla tego kto jej używa. Dla mnie to świadomy towarzysz pracy. Dla kogoś innego piękna rzeźba. Dla kolejnego – bibelot. I wszystkie te odpowiedzi są równie prawidłowe.
A ja jestem ciekawa jednej rzeczy – czy ktoś z was kiedykolwiek próbował pracować ze zwykłym kamieniem tej samej jakości i z czaszką z tego samego materiału, i porównywał efekty? Bo to byłoby uczciwe porównanie.
Jedna rzecz jeszcze mnie nurtuje – co z czaszkami z kamieni nie-kwarcowych? Mam na myśli np. z selenitu, fluoryu, kalcytu. Czy te zachowują się inaczej ze względu na inną strukturę krystaliczną?
Mam jeszcze jedno – czy ktoś używał czaszki w rytuałach, nie tylko medytacji? Coś konkretnego?
Wątek długo żyje co mnie cieszy. Jest tu sporo warstw – historia, sceptycyzm, praktyka, technika. Rzadko kiedy jeden temat daje tak szeroki obraz.
Ja mam jeszcze jedno praktyczne pytanie do grupy – gdzie wy w Polsce kupujecie czaszki? Sklepy ezoteryczne to loteria, targi minerałów bywają lepsze, ale nie we wszystkich miastach są regularnie.
Zanim się rozejdziemy – pytanie które mnie nurtuje od początku tej rozmowy: czy macie wrażenie że różne czaszki z tego samego materiału mogą mieć inną energię? Kupiłam kiedyś dwie czaszki z ametystu od tego samego sprzedawcy, podobna wielkość, podobna jakość – a jedna od razu „zagrała”, druga leżała martwa przez miesiąc zanim cokolwiek poczułam.
Na koniec chcę wrócić do punktu wyjścia – mojej pary czaszek z kwarcu i obsydianu. Po tej rozmowie myślę żeby spróbować ustawić je razem podczas jednej sesji i zobaczyć co się stanie. Ktoś próbował kombinować energię dwóch różnych materiałów w czaszkowej formie?
