Magia planetarna to jedna z najstarszych gałęzi zachodniej tradycji ezoterycznej. Korzenie sięgają starożytnej Mezopotamii i Egiptu, ale naprawdę rozwinęła się w średniowieczu dzięki tekstom takim jak Picatrix czy prace Agrippy. Chodzi o świadome wykorzystanie energii siedmiu klasycznych planet - Słońca, Księżyca, Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna - w pracy magicznej. Każda z tych planet ma swoje unikalne właściwości, korespondencje i duchy opiekuńcze.
Dokładnie tak. Chcę dodać, że dla wielu praktykujących najważniejszą kwestią jest właśnie timing - praca w odpowiednich godzinach planetarnych. Sama planeta to jedno, ale godzina planetarna to drugie. System jest prosty w teorii, ale wymaga konsekwencji w praktyce. Niedziela należy do Słońca, poniedziałek do Księżyca, wtorek do Marsa, środa do Merkurego, czwartek do Jowisza, piątek do Wenus, a sobota do Saturna.
Ciekawe, że wspominacie o godzinach planetarnych. Wielu ludzi używa aplikacji do ich obliczania, ale mało kto rozumie samą mechanikę. Godziny planetarne nie są równe godzinom zegarowym - dzień magiczny zaczyna się o wschodzie słońca i kończy o zachodzie. Ten okres dzieli się na dwanaście równych części, więc latem godzina planetarna może trwać nawet 75 minut, a zimą tylko 45.
Ja pracuję głównie z Wenus i szczerze mówiąc, dopiero niedawno zaczęłam zwracać uwagę na godziny. Wcześniej wystarczał mi piątek jako dzień Wenus. Ale muszę przyznać, że odkąd synchronizuję rytuały z godzinami planetarnymi, efekty są bardziej wyraźne.
