Mam jeszcze jeden temat do wyrzucenia na stół – Kielichy a żywioł wody w sensie dosłownym. Są tarocistki, które oczyszczają talię wodą – pokrapiają karty, trzymają je nad parą, kładą obok muszli. To nie jest moją praktyką, ale znam osoby, które twierdzą, że Kielichy „odpowiadają" lepiej po takim oczyszczeniu wodnym. Ktoś ma z tym doświadczenie?
Mam jeszcze pytanie do wszystkich – jak Kielichy łączą się z żywiołem w rozkładzie, gdzie dominuje inna masć? Np. mam rozkład z pięcioma Buławami i jednym Kielichem. Czy ten jeden Kielich jest „głosem emocji" wśród ognia działania, czy raczej jest tłumiony przez Buławy?
Od siebie dodam – kto chce naprawdę zrozumieć Kielichy, niech wyciągnie z talii wszystkie czternaście kart tej masty i ułoży je po kolei od Asa do Króla. Popatrzy na tę sekwencję jak na film. Od otwarcia serca, przez związek, radość, stagnację, żałobę, nostalgię, iluzje, odejście, spełnienie, pełnię – a potem cztery postacie dworskie jako etapy emocjonalnej dojrzałości. To jest historia, którą Kielichy opowiadają. Nie pojedyncze karty, ale cała podróż.
Przy okazji – chcę powiedzieć, że ta rozmowa pokazuje coś, o czym sam tekst mówi: Kielichy to masć, która nie daje się zamknąć w prostych definicjach. Każdy z nas czyta je inaczej, przez pryzmat własnych doświadczeń emocjonalnych. I to jest chyba ich najgłębsza lekcja – emocje są subiektywne, a tarot to lustro, w którym ta subiektywność się odbija.
Używacie tylko jednego systemu interpretacji Kielichów, czy łączycie Rider-Waite z Thoth albo innymi? Bo z tej rozmowy widzę, że podejścia się bardzo różnią i nie jestem pewna, od czego zacząć budować swoją praktykę.
