Forum

Szukaj
Zamknij
Wyszukiwanie AI
Klasyczne wyszukiwanie
 Frazy wyszukiwania:
 Rodzaj wyszukiwania:
Zaawansowane opcje wyszukiwania
 Szukaj w forach:
 Szukaj w przedziale czasowym:

 Sortuj wyniki wyszukiwania wg:

Asystent AI
Tranzyty wolnych pl...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Tranzyty wolnych planet przez domy - kiedy Saturn, Uran, Neptun lub Pluton wchodzą w wasz dom, co się dzieje?

Strona 1 / 2

Wpisy: 177
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zastanawiam się, jak wy to odczuwacie w praktyce — nie teorię, bo ta jest wszędzie, tylko realne życiowe doświadczenie. U mnie Saturn wszedł jakieś trzy lata temu w szósty i przez cały ten czas miałem wrażenie, że każda drobnostka związana z codzienną rutyną, zdrowiem, pracą — wszystko nagle zaczęło wymagać ode mnie więcej wysiłku niż dotychczas. Jakby ktoś przykręcił śrubę. Ale z perspektywy czasu widzę, że to był czas, kiedy naprawdę poukładałem wiele rzeczy.

 

Odpowiedz
65 odpowiedzi
Wpisy: 722
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Saturn w szóstym to klasyka. Ja miałam go w ósmym i to było... inne doświadczenie. Ósmy dom i Saturn w jednym zdaniu brzmią jak wyrok, a tymczasem to był po prostu bardzo długi proces rozliczania się z cudzymi pieniędzmi, spadkami, zobowiązaniami. Żadnego dramatu, za to dużo papierkowej roboty i kilka trudnych rozmów, które i tak musiały się odbyć wcześniej czy później.


Odpowiedz
65 odpowiedzi
Wpisy: 168
(@taurus)
Połączone: 5 miesięcy temu

Myślę, że Saturn to jedyna z tych czterech planet, po której przejściu człowiek może powiedzieć "no dobra, przynajmniej wiem, co z tego wynika". Uran, Neptun, Pluton — tu już jest zupełnie inaczej. Mam aktualnie Urana przechodzącego przez czwarty dom i muszę powiedzieć, że od jakichś dwóch lat dom — rozumiany dosłownie jako miejsce zamieszkania — to temat nieustannie otwarty. Przeprowadzka, remont którego nie planowałem, potem kwestie rodzinne, których nie przewidziałem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 751

@Taurus Uran w czwartym to jeden z tych tranzytu, które potrafią przez kilka lat totalnie przestawiać grunt pod nogami. I co ciekawe, często właśnie wtedy, kiedy myślisz, że coś się ustabilizowało, znowu coś się rusza. Siedem lat w jednym domu to długo — zdążysz kilka razy przejść przez to samo koło.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@gituska)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja przeżyłam Neptuna w piątym i byłam przekonana, że zakocham się w kimś absolutnie idealnym. No i zakochałam. Tylko że ten ktoś okazał się być kompletną projekcją moich własnych pragnień nałożoną na realną osobę. Neptun w piątym potrafi tak zamazać granicę między tym, co jest, a tym, co chcemy widzieć, że człowiek przez rok może żyć w rodzaju twórczej iluzji. Z jednej strony piękne, z drugiej — bolesne przebudzenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 710

@Gituska To co opisujesz to chyba najlepszy przykład neptunowego działania — ta erozja tego, co realne, jest tak powolna, że w trakcie tranzyt się tego nie zauważa. Neptun nie wchodzi z kopyta, on po prostu stopniowo zmienia ostrość obrazu.


Odpowiedz
Wpisy: 509
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Pluton w pierwszym domu. Przechodziłem to kilkanaście lat temu i do dziś uważam, że to był najbardziej transformujący okres mojego życia — nie w sensie popkulturowego "odkryłem siebie", ale dosłownie: pewne rzeczy we mnie umarły, inne się narodziły, i między jednym a drugim był długi, ciemny korytarz. Nie ma co udawać, że Pluton w pierwszym to przyjemność.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 777

@Seid Jak długo to trwało zanim poczułeś, że coś się wyklarowało? Pytam bo czytam o Plutonie w pierwszym i to brzmi jak coś, po czym długo się zbiera.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 509

@Zorka Trudno powiedzieć. Sam tranzyt trwa kilka lat, ale efekty ciągną się długo po tym, jak Pluton opuści dom. U mnie jakieś dwa lata po wyjściu coś naprawdę kliknęło. Pluton nie zostawia cię takim, jakim byłeś — pytanie tylko, czy to rozumiesz w trakcie, czy dopiero po fakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@kappi)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mam teraz Saturna w siódmym i od początku tranzyt zastanawiam się, czy każda nowa znajomość, którą zawieram, jest "testowana" przez tę energię. Niektóre relacje, które miałem, po prostu przestały istnieć — i to bez dramatów, jakby same się wyparowały. Czy to typowe dla Saturna w siódmym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 722

@Kappi Bardzo typowe. Saturn w siódmym robi przegląd relacji — to, co jest, musi mieć podstawy, musi być zbudowane na czymś realnym. Relacje, które trwały z przyzwyczajenia albo z lenistwa — odpadają. Ale to co zostanie, albo co nawiążesz w tym czasie, ma szansę być naprawdę trwałe.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@lunarna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Neptun w dziesiątym to moje obecne. I wiem, że powinam mieć jakiś mądry komentarz, ale szczerze? Nie wiem, co robię ze swoją ścieżką zawodową. Był moment, że miałam bardzo wyraźną wizję — i nagle ta wyraźność znikła. Cele się rozmyły. Nie wiem, czy to kryzys, czy Neptun mówi mi, żebym odpuściła przywiązanie do konkretnej formy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 853

@Lunarna Neptun w dziesiątym działa dokładnie tak. Ambicje, które do tej pory definiowały twoje "ja zawodowe", zaczynają tracić wyrazistość — i to celowe działanie tej planety. Często potem ludzie odkrywają zupełnie inną ścieżkę, bardziej związaną z powołaniem niż z karierą w rozumieniu społecznym. Ale ten środkowy etap, gdzie nie wiesz, dokąd zmierzasz — jest naprawdę niekomfortowy.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Mnie zastanawia, jak wy podchodzicie do kwestii retrogracji w trakcie tranzytu. Bo Saturn czy Pluton mogą wejść w dom, cofnąć się, wyjść, znowu wejść — i za każdym razem to jakby nowa faza tego samego procesu. U mnie Pluton trzykrotnie przekraczał kuspid jedenastego i za każdym razem coś innego się uruchamiało. Pierwszy wjazd — szok. Retrograd — próba cofnięcia się do starego. Drugi wjazd — dopiero wtedy coś realnie zaczęło się zmieniać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 177

@Hellan To bardzo ważna obserwacja. Ludzie często liczą tylko "wejście" planety do domu i myślą, że tyle. Tymczasem ta retrogracja i ponowne wejście to zupełnie różne jakości. Jakby za pierwszym razem życie stawiało pytanie, a za drugim wymagało odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

A jak wy w ogóle wyznaczacie domy? Bo znam osoby, które przy Placidusie mają zupełnie inne domy niż przy Whole Sign i to potem zmienia obraz tranzyt. Sam miałem sytuację, że przy jednym systemie Saturn był w siódmym, przy innym jeszcze w szóstym — i naprawdę nie wiedziałem, któremu ufać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Whisper To jest odwieczna dyskusja. Ja pracuję głównie na Placidusie, ale znam astrologów, którzy przy tranzycie planet zewnętrznych wolą Whole Sign właśnie dlatego, że kuspidy w Placidusie na wysokich szerokościach geograficznych potrafią dawać absurdalnie wąskie domy. Myślę, że warto sprawdzić oba i zobaczyć, który lepiej rezonuje z tym, co faktycznie przeżywasz.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@gituska)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do Urana — to jedyna z tych czterech planet, przy której naprawdę nie da się przewidzieć formy. Saturn daje strukturę, Neptun rozmywa, Pluton niszczy i odradza, ale Uran... on po prostu robi coś, czego absolutnie się nie spodziewałeś. Miałam go w drugim domu i z finansami działo się przez te siedem lat tyle, że aż śmiesznie. Raz dobrze, raz fatalnie, raz zupełnie znikąd.


Odpowiedz
Wpisy: 722
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Uran w drugim to huśtawka par excellence. Ale zauważam, że wielu astrologów mówi o Uranie jako o chaosie — i to trochę uproszczenie. Uran nie robi bałaganu dla samego bałaganu. On destabilizuje to, co było zbyt sztywne, zbyt skostniałe. Jeśli twoja sytuacja finansowa stała na kruchych podstawach, Uran ci to pokaże. Jeśli byłeś zbyt przywiązany do jednego modelu zarabiania, to go zburzy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 853

@Sauwak Zgadzam się. I o tym samym można powiedzieć w kontekście Plutona — nie jest tak, że ta planeta przynosi tragedię. Ona przynosi konfrontację z tym, co i tak musiało upaść. Problem w tym, że my zazwyczaj wolimy nie widzieć tego wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 710
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do tych, którzy przeszli przez Neptuna w pierwszym lub siódmym — jak to wyglądało z punktu widzenia tożsamości czy obrazu siebie? Mnie zawsze ciekawiło, co Neptun robi z ego, kiedy wchodzi w domy tak osobiście zaangażowane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 466

@Simma Neptun w pierwszym miałam i to było bardzo dziwne. Nie tyle utrata tożsamości, co niemożność wyraźnego powiedzenia, kim jestem. Taki stan zawieszenia. Inni mówili, że jestem bardzo chameleonowata w tym czasie. Patrząc wstecz — miałam rację, bo ta mglistość mi służyła. Ale w trakcie byłam przekonana, że coś jest ze mną nie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 509
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wątek tożsamości przy tranzycie Neptuna w pierwszym to szerszy temat. Liz Greene pisała, że Neptun w pierwszym to moment, kiedy persona — ta maska, którą nosimy — zaczyna być dla nas samych niewyraźna. Nie przez przypadek wiele osób w tym czasie zaczyna się interesować duchowością, medytacją, pracą ze snami. Bo gdy zewnętrzne kontury się rozmywają, jakoś naturalnie szuka się czegoś głębiej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 714

@Seid To akurat bardzo do mnie przemawia. Sama miałam Saturna w dwunastym przed kilku laty i ten dom i tak jest dziwny — Saturn tam to według mnie najtrudniejszy tranzyt, bo pracuje się z czymś, czego nie widać. Jakieś stare lęki, stare wzorce, wszystko zaczyna wychodzić, a ty nie wiesz nawet, skąd to pochodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Saturn w dwunastym to ciekawy przypadek, bo większość tradycyjnych podejść mówi: izolacja, ograniczenie, czas na odosobnienie. Ale ja myślę, że to uproszczenie. Część ludzi przy Saturnie w dwunastym wchodzi w bardzo poważną pracę terapeutyczną albo duchową i to jest naprawdę produktywny czas — tylko że ta produktywność jest wewnętrzna i niewidoczna dla otoczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kappi)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 278

Jeszcze wracając do retrogracji, o których mówił @Hellan — czy wy to czujecie fizycznie, że planeta zawraca? Bo mam wrażenie, że przy Saturnie retrogradzącym przez siódmy coś się momentalnie zmienia w dynamice relacji. Jakby naciski słabły, a potem wracały.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 722

@Kappi Retrogracja planety w domu to jakby planeta daje ci chwilę wytchnienia albo cofnięcia się do rewizji — ale nie odpuszcza tematu. Szczególnie Saturn ma taki charakter, że kiedy się cofa, to czujesz, że moment presji zelżał, ale wiesz, że wróci i wtedy będzie wymagać konkretów.


Odpowiedz
Wpisy: 777
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Pluton mam za jakiś czas wchodzącego w trzeci dom i już zaczynam się zastanawiać, co to może oznaczać. Trzeci dom — komunikacja, rodzeństwo, bliskie otoczenie. To nie brzmi tak intensywnie jak Pluton w pierwszym czy ósmym, ale jednak Pluton to Pluton.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 722

@Zorka Trzeci dom i Pluton to przede wszystkim głęboka zmiana sposobu myślenia i komunikowania się. Nie zdziwię się, jeśli relacje z rodzeństwem albo bliskim sąsiedztwem przejdą przez jakiś kryzys i restrukturyzację. Albo sam sposób, w jaki wyrażasz myśli, ulegnie zasadniczej zmianie — to co do tej pory mówiłaś chętnie, zaczniesz przemilczać, a to co milczałaś, może nagle chcieć wyjść na światło.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 708

@Zorka Ja miałem Plutona przez trzeci i skończyłem relację z bratem, która była toksyczna od lat. To nie był dramat ani wielka scena — po prostu kontakt się urwał i żadna ze stron nie próbowała go odnawiać. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że Pluton po prostu wyczyścił coś, co było od dawna martwe.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@gituska)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mnie ciekawi, jak wy kalibrujecie intensywność tranzyt. Bo teoretycznie Pluton w pierwszym brzmi dramatyczniej niż Pluton w trzecim, ale można mieć trzy planety natalne w trzecim i wtedy to przejście jest dużo bardziej odczuwalne. A w pierwszym nie ma nic i Pluton przemija prawie niezauważalnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 853

@Gituska Dokładnie o to chodzi. Dom jest sceną, ale planety natalne w tym domu to aktorzy — jeśli Pluton wchodzi w pusty dom, to mamy do czynienia raczej z ogólną zmianą obszaru życia, bez silnych aspektów. Jeśli wchodzi na skupisko planet... to zupełnie inna historia.


Odpowiedz
Wpisy: 177
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 5 miesięcy temu

I dlatego tak trudno generalizować te tranzyty. Ktoś może mieć Saturna w dziesiątym i dostać awans, bo Saturn tranzytuje jego Jowisza. Ktoś inny z tym samym tranzyt może stracić pracę, bo Saturn uderzy w jego Słońce w kwadrat. Kontekst natalu jest absolutnie niezbędny.


Odpowiedz
Wpisy: 710
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Poza tym ważne jest też, co ma dana osoba w natalu od samego Saturna, Plutona czy Neptuna — bo jeśli np. Saturn w natalu stoi silnie, na ASC albo MC, to jego tranzyt przez jakikolwiek dom ta osoba będzie odczuwać ostrzej. Niemal jak powrót do domu, tyle że dom jest inny pokój.


Odpowiedz
Wpisy: 714
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie, może trochę z boku — czy wy uważacie, że da się pracować z tymi tranzytem aktywnie? To znaczy nie tylko obserwować, ale coś robić, żeby np. lepiej przejść przez Plutona czy wyjść z Neptuna mniej zdezorientowaną?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 385

@Leonora To zależy, co rozumiemy przez "pracować". Nie uchronimy się przed transformacją, którą przynosi Pluton — i nie mam zamiaru sugerować, że jakiś rytuał to zmieni. Ale świadomość, że to co przeżywasz ma kosmiczny kontekst i jest etapem, nie stanem stałym — to naprawdę robi różnicę w tym, jak się przez to przechodzi. Ja przy ciężkich tranzycie robię przegląd tego, co symbolicznie dana planeta rządzi — i staram się z tym świadomie pracować.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 343

@Leonora Ja bym też dodała, że samo rozumienie, w którym domu tranzyt się dzieje, pomaga. Neptun w dziewiątym — wiedziałam, że moje przekonania, filozofia życiowa, wiara w pewne rzeczy przejdą przez filtr rozmycia. I zamiast się temu opierać, pozwoliłam sobie kwestionować to, co do tej pory uważałam za pewne. To nie było komfortowe, ale nie walczyłam z tym procesem.


Odpowiedz
Wpisy: 509
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w ten wątek z innej strony — nie jestem przekonany, że "praca z tranzytami" to zawsze dobra strategia, jeśli przez to rozumiemy aktywne próby przyspieszenia procesu albo ominięcia go. Pluton uczy między innymi tego, że nie wszystko możesz kontrolować. I paradoksalnie opór wobec tranzyt może go wydłużyć albo utrudnić. Nie mówię o bierności — mówię o rodzaju świadomej akceptacji, że coś się dzieje i ma prawo się dziać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 751

@Seid To klasyczne napięcie w astrologii — wolna wola kontra deterministyczny odczyt tranzyt. Ja stoję gdzieś pośrodku. Tranzyty wyznaczają klimat i temat, ale to jak w nim działamy — to już nasze pole wyboru.


Odpowiedz
Wpisy: 722
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

I to właśnie sprawia, że rozmowa o tranzycie ma sens tylko wtedy, kiedy jest zakorzeniona w konkretnej osobie i jej natalu. Bo mówić ogólnie "Neptun w piątym to iluzje miłosne" to jedno, ale zobaczyć, że ta konkretna osoba ma Venus dokładnie tam, gdzie Neptun tranzytuje, i że Venus jest jej władcą ASC — to już zupełnie inna rozmowa.


Odpowiedz
Wpisy: 777
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Przy okazji — czy ktoś miał doświadczenie z jednoczesnym tranzyt dwóch powolnych planet przez ten sam dom? Chyba że to rzadkość.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Zorka Rzadkość, ale nie niemożliwe — szczególnie gdy planety są blisko siebie w zodiak. Saturno-neptunowa koniunkcja przez jakiś dom to coś, co może przydarzyć się raz w życiu i jest naprawdę osobliwe w odbiorze: z jednej strony presja Saturna na konkrety, z drugiej neptunowe rozmywanie każdego konkretu. Takie dwa sprzeczne impulsy jednocześnie.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 853

@Zorka Miałam Saturna i Plutona jednocześnie przechodzących przez ósmy — z przesunięciem czasowym, ale nakładali się przez jakiś rok. To był okres dużej intensywności finansowej i jednocześnie wyraźnych zmian w obszarze tego, czego naprawdę chcę od życia. Saturn domagał się porządku, Pluton kopał głębiej. Nie był to łatwy czas, ale patrząc wstecz, tamten rok zdefiniował mnie bardziej niż kilka lat normalnego biegu rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 722
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie — i to jest coś, o czym warto pamiętać przy tranzycie w ogóle: ich wartość często widać dopiero z perspektywy czasu. W trakcie możemy być zbyt blisko żeby oceniać. Myślę, że to jeden z powodów, dla których tak trudno rzetelnie dyskutować o bieżących tranzycie — bo proces nie jest jeszcze zamknięty.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@lunarna)
Połączone: 11 miesięcy temu

To prawda. Ja jestem w środku tego neptunowego przejścia przez dziesiąty i mogę tu pisać, ale tak naprawdę nie wiem jeszcze, co z tego wyniknie. Mogę tylko opisywać, co czuję — tę mgłę, tę utratę dawnego kierunku. Może za trzy lata napiszę tutaj, że Neptun w dziesiątym był początkiem czegoś naprawdę ciekawego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Lunarna Daj znać jak co. Serio, takie retrospekcje są na forach bezcenne — kiedy ktoś wraca po latach i mówi "a pamiętacie jak pisałam o Neptunie? No to oto co z tego wyszło."


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Chciałabym jeszcze wrócić do kwestii Urana, bo mi się wydaje, że jest trochę niedoceniony w takich rozmowach. Saturn i Pluton dostają więcej uwagi, bo są ciężkie. Neptun — bo jest tajemniczy. A Uran tymczasem potrafi wywrócić życie do góry nogami w ciągu tygodnia w sposób, którego absolutnie nie przewidziałeś — i to bez mrocznego tła plutonowego, po prostu: piorun z jasnego nieba.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 708

@Pajeczyna Mam wrażenie, że Uran bywa trudny w inny sposób — nie jest tak emocjonalnie ciężki jak Pluton, ale jego tranzyt potrafi generować coś w rodzaju chronicznego poirytowania. Bo ciągle coś się zmienia, ciągle coś jest inaczej niż planowałeś, i to przez lata. Dla kogoś z silnym Saturnem w natalu to musi być szczególnie frustrujące.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@kapturek)
Połączone: 1 rok temu

Uran w ósmym był dla mnie absolutnie zaskakujący jeśli chodzi o obszar — nie finansowy, nie śmierć bliskich, tylko chodzi o seksualność i głębokość relacji intymnych. Nagle odkryłam, że pewne rzeczy, które uważałam za ustalone, zupełnie mi nie odpowiadają. I to bez żadnego dramatycznego wydarzenia zewnętrznego — po prostu coś we mnie trzasnęło i stało się jasne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 509

@Kapturek To jest właśnie urański paradoks w ósmym — dom, który większość ludzi kojarzy ze śmiercią i kryzysem, przy Uranie może się objawiać przez nagłą rewolucję wewnętrzną, nie zewnętrzną. I ta rewolucja jest nieodwracalna. To co trzasnęło — już się nie sklei, tylko ewoluuje dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 322
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek i zastanawia mnie, czy ktoś próbował śledzić tranzyty retrospektywnie — tzn. brać życiowe zdarzenia i dopasowywać do nich planety. U mnie tak się zaczęła poważna astrologia — sprawdzałem wstecznie i za każdym razem, kiedy coś znaczącego się wydarzyło, był tam albo Saturn, albo Pluton. Teraz już nie wyobrażam sobie planowania bez spojrzenia na to, co jest aktywne w mapie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 751

@Cohen To bardzo dobra metoda nauki. Zdecydowanie bardziej ucząca niż czytanie opisów tranzyt — bo własne doświadczenie w połączeniu z symboliką planety zostaje na zawsze. Trudno zapomnieć, co Pluton robi z twoim ósmym domem, kiedy sam przez to przeszedłeś.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: