Od jakiegoś czasu obserwuję siebie i znajomych przez pryzmat astrologii i doszedłem do wniosku, że mój ascendent w Wadze znacznie bardziej mnie opisuje niż Słońce w Koziorożcu. Praktycznie wszyscy mówią mi przy pierwszym spotkaniu, że jestem bardzo ugodowy i dyplomatyczny, a dopiero po dłuższej znajomości wychodzi moja koziorożcowa ambicja i upór. Czy to normalne, że ascendent aż tak dominuje?
Ciekawe spostrzeżenie! Ja mam dokładnie odwrotnie - Słońce w Bliźniętach i ascendent w Skorpionie. Ludzie na początku boją się mojego intensywnego spojrzenia jak to nazywają, ale przecież w środku jestem totalnym gadułą i żartownisiem. Czasem mam wrażenie, że ten Skorpion to taka niepotrzebna bariera między mną a światem.
Moim zdaniem to zależy od wieku. Zauważyłam, że im jestem starsza, tym bardziej moje Słońce w Rybach wychodzi na wierzch. Kiedyś byłam bardziej twarda przez mojego Barana wschodzącego, a teraz coraz częściej łapię się na tym, że reaguję bardzo emocjonalnie i intuicyjnie. Może z wiekiem zdejmujemy maski?
Ale czy to nie jest tak, że ascendent bardziej wpływa na nasz wygląd fizyczny? Mam Lwa wschodzącego i faktycznie mam tę grzywę włosów, o której wszyscy piszą. Słońce w Pannie kompletnie tego nie tłumaczy.
Ja mam Słońce i ascendent w tym samym znaku - w Wodniku. I przyznam, że czasem czuję się jak Wodnik na sterydach. Wszyscy od razu zgadują mój znak, bo jestem taka ekscentryczna i nieprzewidywalna. Czasem zastanawiam się, czy to dobrze czy źle, że nie mam tej różnorodności energii?
A jak obliczyć dokładnie swój ascendent? Bo różne strony pokazują mi różne wyniki. Raz wychodzi mi Byk, raz Bliźnięta.
Mnie bardziej interesuje, dlaczego czasem ascendent i Słońce są w totalnym konflikcie. Mam Słońce w Raku i ascendent w Strzelcu - woda i ogień. Ciągle czuję tę wewnętrzną walkę między potrzebą bezpieczeństwa a pragnieniem przygody.
To może dlatego horoskopy w gazetach są takie nietrafione? Bo opierają się tylko na znaku Słońca?
Ciekawe co mówicie o tradycyjnej astrologii. Może faktycznie za bardzo skupiamy się na Słońcu? Chociaż z drugiej strony, w psychologii Junga Słońce to ego, centrum świadomości...
A wpływa to jakoś na związki? Bo słyszałam, że ascendent pokazuje jakiego partnera przyciągamy?
Czytałem gdzieś, że koniunkcja Słońce-ascendent w synastrii to najczęstszy aspekt w małżeństwach. Szczególnie gdy męskie Słońce łączy się z żeńskim ascendentem.
A można mieć ascendent w tym samym znaku co partner? To dobrze czy źle?
Wracając do tematu głównego - zauważyłam, że ludzie z silnym Neptunem przy ascendencie często w ogóle nie wiedzą, jak są postrzegani przez innych. Jakby ta maska była dla nich niewidoczna.
Pluton przy ascendencie to jak chodzenie z napisem nie zadzieraj ze mną. Nawet jeśli człowiek jest w środku łagodny, emanuje siłą i intensywnością, która może odstraszać lub przyciągać - nic pomiędzy.
Czyli planety przy ascendencie modyfikują to, jak jesteśmy odbierani? To by tłumaczyło, czemu niektórzy Baranie wcale nie są tacy wojowniczy na pierwszy rzut oka.
A czy ascendent może się zmienić? Nie dosłownie oczywiście, ale słyszałem o czymś takim jak progresowany ascendent?
30 lat? To znaczy, że co 30 lat stajemy się kimś innym?
Hmm, a czy w ogóle da się powiedzieć, które jest ważniejsze - Słońce czy ascendent? Bo czytam wasze wypowiedzi i wydaje mi się, że każdy ma trochę racji.
A co jeśli mam Słońce w opozycji do ascendentu? To źle?
Właśnie przypomniałam sobie, że moja przyjaciółka ma Słońce w kwadraturze do ascendentu i rzeczywiście często mówi, że ludzie źle ją odczytują na początku. Myślą, że jest arogancka, a ona jest po prostu nieśmiała.
To wszystko brzmi bardzo skomplikowanie. Czy nie lepiej po prostu być sobą i nie zawracać sobie głowy tymi wszystkimi konfiguracjami?
Ważne też, żeby pamiętać o całym wykresie. Czasem ktoś ma słabe Słońce (np. w 12 domu lub z trudnymi aspektami), a silny ascendent (z władcą w 1 domu) i wtedy naturalnie ascendent będzie bardziej dominujący.
Coraz bardziej widzę, że to nie jest takie proste jak jestem Byk więc jestem uparty...
Może dlatego niektórzy ludzie mówią nie pasuję do swojego znaku? Bo znają tylko Słońce, a ich ascendent czy Księżyc są w zupełnie innych energiach?
To w sumie pokazuje, że spór Słońce vs ascendent jest trochę sztuczny. To cały wykres nas definiuje, nie pojedyncze elementy.
Dodam jeszcze, że w różnych momentach życia różne części wykresu są bardziej aktywowane. Czasem przez tranzyty, czasem przez progresje. Więc możemy czuć się bardziej słoneczni lub bardziej ascendentalni w zależności od okresu.
To dużo do przemyślenia... Chyba zacznę obserwować, kiedy bardziej czuję swoje Słońce, a kiedy ascendent.
