Od dłuższego czasu zastanawia mnie jedna rzecz – ile osób tutaj w ogóle zwraca uwagę na Lilith w swoim horoskopie? I co ważniejsze: z którą Lilith pracujecie? Bo jak zacząłem się w to wgryzać, okazało się, że tych Lilith jest kilka i w zależności od tego, którą wybierzesz, możesz mieć ją w zupełnie innym znaku, a nawet domu. U mnie na przykład Mean Lilith siedzi w Wadze w VII domu, a True Lilith przeskakuje do Panny i VI domu. I to zmienia interpretację o 180 stopni. Więc pytam was – z którą pracujecie i dlaczego?
Pytanie z pozoru proste, ale odpowiedź daleka od oczywistej. Ja od lat pracuję z Mean Lilith w horoskopie urodzeniowym i z True Lilith w tranzytach. Mean daje stabilniejszy obraz – wygładza te szalone oscylacje, które True potrafi robić. True Lilith potrafi przeskoczyć kilkanaście stopni w ciągu miesiąca, co czyni ją nieprzewidywalną. Ale właśnie ta nieprzewidywalność dobrze oddaje naturę Lilith – dzikość, wymykanie się kontroli. W tranzytach to True lepiej pokazuje momenty, kiedy coś nagle „wybucha" w naszym życiu. Natomiast Mean daje lepszy portret psychologiczny w natalu.
Ja od pewnego czasu używam wszystkich trzech jednocześnie – Mean, True i asteroidy – i porównuję je w swoich kartach. Odkryłam, że jeśli którakolwiek z nich jest w koniunkcji z planetą natalną lub z wierzchołkiem domu, to ta konkretna Lilith jest w danym horoskopie dominująca. Próbowałam też z Waldemath Lilith (h58 na astro.com), ale szczerze mówiąc, nie przekonała mnie. To hipotetyczny drugi Księżyc, którego istnienie nigdy nie zostało potwierdzone. Plamka na teleskopie Sephariala z 1918 roku to za mało.
Przeczytałem tekst i pierwsza myśl: „no to z którą mam pracować?". Sprawdziłem na astro.com – moja Mean Lilith jest w Skorpionie w VIII domu. Brzmi intensywnie. A True Lilith mi przeskoczyła do Strzelca. Zupełnie inny klimat. Czy któreś z was miało taki sam problem, że te dwie pozycje dawały kompletnie różne opisy?
