Chciałbym wrócić do tematu praktyki. Ktoś wspomniał o oddychaniu. To jest klucz. W Sefer Yetzirah jest napisane, że Bóg "wyrzeźbił" świat przez szeshu, ruach, i dabar - ząb, oddech i słowo. Wszystkie trzy są połączone. Kiedy wypowiadasz święte imię z prawidłowym oddechem, uczestniczysz w akcie stworzenia.
To przypomina mi pracę z runami. Tam też wypowiadasz nazwę, czujesz wibrację... Czy Kabała i runy mogą się uzupełniać?
Ale przecież możemy doświadczać sefirot w naszych ciałach? Zorka mówiła o odczuwaniu Tiferet w sercu.
Właśnie. Luriańska Kabała mówi o czterech światach: Atzilut (emanacja), Beriah (stworzenie), Yetzirah (formacja), Assiah (działanie). Nasze fizyczne ciała są w Assiah. Ale możemy wznieść świadomość przez Yetzirah i Beriah aż do Atzilut.
I to właśnie jest praktyka. Nie siedzisz w medytacji, żeby się "zrelaksować". Siedzisz, żeby świadomie podróżować przez te światy. To jest prawdziwa Kabała - nie teoria, ale doświadczenie.
Jak to wygląda w praktyce? Co czujesz?
Pięknie ujęte. Ale większość ludzi nigdy nie doświadczy Atzilut. To jest stan, do którego dąży się całe życie. Wielcy mistycy - może oni dotknęli tej rzeczywistości. My, śmiertelnicy, pracujemy w Yetzirah, czasem zaglądamy do Beriah.
Nie zgadzam się. Każdy może doświadczyć przebłysku Atzilut. To jest moment, kiedy ego się rozpuszcza, granica między tobą a Bogiem znika. To może być sekunda, ale ta sekunda zmienia wszystko.
Czy ktoś tu faktycznie tego doświadczył? Nie teoria, nie "czytałem że", ale prawdziwe doświadczenie?
[kilka sekund ciszy na forum]
Raz. Podczas medytacji na Keter. Nie wiem ile to trwało - czas przestał istnieć. Było tylko Światło i wiedza, że Ja to nie jest Ja. Że nigdy nie było żadnego "ja". Tylko Bóg doświadczający siebie przez to, co wydawało się być mną. Potem wróciłem i płakałem przez godzinę.
To brzmi... przerażająco. Stracić siebie?
To wszystko brzmi bardzo filozoficznie, ale wracam do mojego pytania - jak zacząć? Konkretnie, jutro rano, kiedy usiądę do medytacji?
Zacznij prosto. Usiądź, wyprostuj kręgosłup. Wyobraź sobie Drzewo Życia przed sobą. Zacznij od Malkut u swoich stóp - ciemna purpura, ziemia, królestwo. Wdech - ciągniesz energię z ziemi przez stopy. Wydech - wypuszczasz to, co zbędne. Dziesięć oddechów w Malkut. Potem poruszaj się w górę.
I nie martw się, jeśli przez pierwszy okres nic nie poczujesz. Albo jeśli zaśniesz w trakcie. Albo jeśli twój umysł będzie skakać jak małpa. To wszystko normalne. Praktyka to 99% pokazywania się, 1% przebłysków.
A książki? Jakie są najlepsze dla początkujących?
I Zohar. Chociaż Zohar bez nauczyciela to jak próba czytania symfonii bez słyszenia muzyki. Widzisz nuty, ale nie słyszysz melodii.
Zohar w oryginale to aramejski pełen słownej gry i wielowarstwowych metafor. Przekłady tracą 90% znaczenia. Ale nawet 10% może cię przekształcić.
Czy jest różnica między męską a żeńską praktyką Kabały? Słyszałam, że kobiety mają inny dostęp do Shekhinah.
Kiedyś była inna. Kobiety nie były dopuszczane do studiowania Kabały. Teraz jest inaczej. Ale wciąż w ortodoksyjnych kręgach spotykasz się z oporem.
Co jest absurdem, bo to właśnie kobiety często najgłębiej rozumieją mistykę. Mężczyźni gubią się w intelektualnym analizowaniu. Kobiety czują.
Wracając do praktyk - ktoś pracuje z szemnamesiu błogosławieństwami? To jest technika, gdzie przypisujesz każdemu błogosławieństwu inną kombinację liter świętego imienia.
Czy można praktykować Kabałę będąc ateistą? Nie wierzę w osobowego Boga, ale system wydaje się... użyteczny psychologicznie.
Ale może to jest dobry początek? Zaczniesz od psychologii, a doświadczenie przekona cię, że to coś więcej?
Chociaż trzeba być uczciwym - niektóre "doświadczenia mistyczne" to hiperwentylacja i aktywna wyobraźnia. Dlatego potrzebny jest nauczyciel, który powie: "to było prawdziwe" albo "to było ego bawiące się w mistykę".
Skąd nauczyciel wie?
I prawdziwe doświadczenie jest często nieprzyjemne. Nie są to wizje aniołów i białego światła. To może być ciemność, pustka, dezintegracja wszystkiego, co myślałeś że wiesz. "Ciemna noc duszy" św. Jana od Krzyża to kabalistyczne przejście przez Gebrah - spalenie wszystkiego, co nieprawdziwe.
