Co roku 31 października miliony ludzi ubierają się w kostiumy, rzeźbią dynie i zbierają cukierki. Dla większości to tylko zabawa. Ale czy na pewno? Dla praktyków ezoterycznych, medium i wiccańskich kapłanów Halloween to coś znacznie głębszego – to noc, kiedy granica między światem żywych a umarłych staje się najcieńsza. I to wcale nie jest metafora.
Warto się zastanowić: dlaczego akurat tej nocy? Skąd wzięła się tradycja straszyć dzieci, przebierać się za duchy i stawiać rzeźbione dynie przed domem? Odpowiedź sięga znacznie głębiej, niż można by przypuszczać – aż do czasów, gdy ludzie naprawdę wierzyli, że duchy chodzą między nami.
Cały wpis dostępny tutaj: Czy Halloween naprawdę otwiera drzwi do świata duchów? Prawda o najstarszym święcie roku
No i mamy kolejny tekst o tym, że Halloween to zło wcielone. Czytam już trzeci taki w tym miesiącu. Pytanie brzmi - ile w tym prawdy, a ile strachu?
Właśnie. Aos sí to temat rzeka. W irlandzkiej tradycji ludowej to były istoty wymagające ogromnego szacunku. Nie przypadkiem Celtowie zostawiali im ofiary z jedzenia - nie z dobroci serca, tylko z pragmatyzmu. Lepiej ich mieć zadowolonych niż wściekłych.
Ale przyznacie, że dzisiejsze Halloween to już kompletnie coś innego? Dzieci w plastikowych kostiumach zbierające cukierki to nie ma nic wspólnego z Samhain. Zero świadomości, zero intencji.
No właśnie tu jest sedno problemu. Ludzie nieświadomie angażują się w symbole i praktyki, których moc wcale nie zniknęła przez komercjalizację. To trochę jak stawianie tarota "dla zabawy" - nie przestaje działać przez to, że ktoś nie bierze tego na poważnie.
A czy ktoś z was rzeczywiście odczuwa ten "cienki welon" pod koniec października? Bo ja każdego roku mam wrażenie, że sny są dziwniejsze, energia gęstsza...
Oczywiście, że tak. U mnie to zaczyna się gdzieś w połowie października. Nagle klienci zgłaszają się z bardziej skomplikowanymi sprawami, więcej przywiązań duchowych, więcej dziwnych zjawisk w domach. To nie przypadek.
Właśnie dlatego zawsze powtarzam - jeśli ktoś nie wie, co robi, to niech trzyma się z dala od tablic Ouija i seansów. Welon jest cienki, ale to nie oznacza, że wszystko co przejdzie, jest przyjazne.
Przepraszam, że wchodzę w dyskusję ekspertów, ale mam pytanie - czy sam fakt obchodzenia Halloween, bez żadnych rytuałów, może być niebezpieczny? Moja dziewczyna chce zrobić imprezę halloweenową...
Chociaż alkohol to też nie jest najlepszy pomysł akurat w ten czas...
Wracając do korzeni - mi się podoba, że tekst wspomina o bone-fire. Większość ludzi nie wie, że współczesne ogniska halloweenowe to kontynuacja palenia kości ofiarnych. Celty naprawdę wierzyły, że ogień ma moc oczyszczającą i ochronną.
Tak, i to nie tylko wierzyły - to działa. Sam przeprowadzam rytuały ogniste podczas Samhain i różnica energetyczna jest odczuwalna. Ogień transformuje, a podczas tej nocy transformacja jest podwójna - kończy się jeden cykl, zaczyna drugi.
Ja mam pytanie kontrowersyjne - czy nie uważacie, że to wszystko jest po prostu self-fulfilling prophecy? Ludzie się nakręcają, że Halloween jest niebezpieczne, więc sami tworzą ten strach, który potem przyciąga negatywne energie?
Dokładnie. To nie jest kwestia wiary. To kwestia cykli energetycznych. Ziemia ma swoje rytmy, a Samhain to moment przejściowy - zakończenie jednego cyklu, początek drugiego. W takich momentach zawsze dzieje się więcej.
A co z tymi wszystkimi metodami ochrony? Tekst wymienia białe światło, kryształy, modlitwę... Czy to wszystko naprawdę działa, czy to placebo?
Działa, jeśli wiesz, jak używać. Czarny turmalin to nie magiczny kamyk, który sam cię ochroni. To raczej współpraca - kryształ wzmacnia twoją intencję, ale sam nie zrobi nic bez twojej świadomej pracy.
To pięknie powiedziane. W kabale też mamy podobną koncepcję - tikkun olam przez tikkun ha'nefesh. Najpierw naprawiasz siebie, potem świat. Jeśli jesteś w harmonii wewnętrznej, żadna zewnętrzna siła cię nie dosięgnie.
Dobra, ale wracając do praktyki - ktoś tutaj stawia ołtarz na Samhain? Bo ja tak, i ciekawi mnie, co wy na niego kładziecie.
Ja zawsze. Zdjęcia przodków, czarna świeca, obsydian, suszone jabłka, troché ziaren granat. I zawsze zostawiam jedno puste krzesło - jak Celtowie. Stara tradycja, ale sprawdza się.
U mnie podobnie, tylko dodaję karty tarota. Konkretnie - śmierć i koło fortuny. Symbolizują transformację i cykle. Podczas Samhain układam je w centrum ołtarza.
Mnie dziwi, że w tekście jest tyle o zagrożeniach, a tak mało o możliwościach. Samhain to przecież niesamowity moment do wróżbiarstwa, kontaktu z mądrością przodków, transformacji osobistej.
Właśnie. Ja mam znajomego, który zrobił seans podczas Halloween, bo widział w filmie. Tydzień później przyszedł do mnie z przywiązaniem. Zabrało mi trzy sesje, żeby to oczyścić.
Standardowa sytuacja. Ludzie myślą, że duchy są jak w serialach - albo złe, albo dobre. Tymczasem większość jest po prostu zagubiona i szuka energii, żeby się podtrzymać. A nieświadomy człowiek to idealne źródło.
To brzmi przerażająco...
Ja w ogóle uważam, że ten cały hype wokół Halloween to problem. Za moich czasów Samhain był świętowany przez garstekę osób świadomych. Teraz każdy chce być czarownicą przez jeden wieczór.
Ja staram się edukować. Piszę bloga, prowadzę warsztaty przed Samhain. Tłumaczę różnicę między halloweenową zabawą a świadomym obrzędem. Niektórzy słuchają, większość nie.
Bo większość chce magii bez odpowiedzialności. Chcą efektów, ale nie chcą pracy nad sobą. A Samhain wymaga obu.
