Od lat prowadzę dziennik snów i zestawiam je z kalendarzem księżycowym. Zaobserwowałam wyraźny wzorzec - w pełnię zawsze budzę się z żywszymi wspomnieniami, czasem nawet kilka razy w nocy. Sny są wtedy bardziej kolorowe, pełne symboli. W nów z kolei wszystko staje się głębsze, jakbym schodziła w ciemniejsze warstwy podświadomości.
Podobnie u mnie. Ale zauważyłam też coś jeszcze - dni tuż przed nowiem to u mnie całkowita pustka. Jakby umysł się zamykał, przygotowywał do resetu. Potem, pierwsza sierp po nowiu, i nagle wszystko wraca ze zdwojoną siłą.
Ciekawe to, co piszecie. Ja nigdy tak tego nie śledziłam systematycznie, ale faktycznie ostatnio w pełnię miałam bardzo dziwny sen o lataniu nad morzem. Byłam tego bardzo świadoma we śnie, wiedziałam że śnię.
No właśnie, ale czy to tylko fizjologia? Bo ja twierdzę, że tu działa coś więcej niż tylko wpływ światła na melatoninę. Księżyc od tysiącleci był bramą do świata duchowego. Nie bez powodu czarownice i szamani pracowali z jego cyklami.
U mnie w nów zawsze mam koszmary. To normalne? Czasami budzę się zlana potem, serce wali jak młotem.
Hmm, faktycznie nigdy tak na to nie patrzyłam. Może faktycznie coś próbuje do mnie dotrzeć.
Ja robię coś takiego - w nów stawiam na nocnej szafce kamień, czarny turmalin albo obsydian. Mam wrażenie, że to pomaga przejść przez te cięższe sny bez nadmiernego obciążenia energetycznego.
A ja z kolei w nów celowo medytuję przed snem z zamiarem otrzymania przesłania. Często wtedy przychodzą mi sny, które później się sprawdzają. Prorocze, można powiedzieć.
Siadam wygodnie, zapalić czarną świecę, oddycham powoli. Ustawiam intencję - chcę zobaczyć to, co ma dla mnie znaczenie. Potem kładę się spać bez jedzenia kolacji, żeby ciało nie było zajęte trawieniem.
Ja słyszałam, że pierwsze dwa dni po nowiu to najlepszy czas na manifestację przez sny. Coś w tym jest?
Tak, to prawda. Pierwsza kwadra, kiedy księżyc zaczyna rosnąć, to moment sadzenia ziarna. Co wtedy przyśnisz, ma większą moc materializacji. Stare grimuary zalecały wtedy zapisywanie życzeń i śpienie z nimi pod poduszką.
Tylko pamiętajcie, że nie chodzi tylko o fazę, ale też o znak zodiaku, w którym aktualnie przebywa Księżyc. Księżyc w Rybach to zupełnie inne sny niż Księżyc w Koziorożcu.
A Księżyc w Raku? To coś zmienia?
Ja przez lata prowadziłem dokładny rejestr snów z zaznaczeniem fazy księżyca i jego pozycji w znaku. Wyszło mi, że moje najbardziej świadome sny przypadają na pełnię w znakach powietrznych - Bliźniętach, Wadze, Wodniku.
Woda to emocje, podświadomość. Ogień to wizje, energia. Ziemia to sny praktyczne, konkretne. Powietrze to symbolika, abstrakcja. Logiczne że każdy reaguje inaczej.
Prawda, ale jest jeszcze kwestia tranzytu Księżyca przez konkretne domy w natalnym horoskopie. Kiedy przechodzi przez mój dwunasty dom, nawet w pełnię śnię mało, ale to co przyśnię, ma ogromną wartość duchową.
Zaczynacie to komplikować. Może najpierw wystarczy obserwować same fazy, bez wchodzenia w astrologie?
No dobra, rozumiem. Po prostu ja dopiero zaczynam to wszystko notować.
Ja mam wrażenie, że ostatni kwartał, kiedy księżyc maleje, to u mnie czas retrospekcji. Śnię wtedy o przeszłości, o sytuacjach, które wymagają zamknięcia.
To normalne. Malejący Księżyc to czas sprzątania, puszczania, rozwiązywania. Podświadomość wykorzystuje sny do tego, by pomóc ci uporządkować emocjonalne śmieci.
A jeśli ktoś w ogóle nie pamięta snów? To znaczy, że Księżyc na niego nie działa?
Spróbuję, dzięki.
Jest jeszcze temat tak zwanych void of course moon, czyli biegu jałowego. Kiedy Księżyc nie tworzy żadnych aspektów przed wejściem do następnego znaku. Wtedy sny mogą być chaotyczne, bez przesłania.
Nigdy nie zwracałam na to uwagi. Faktycznie różnica jest odczuwalna?
Chociaż niektórzy mówią, że void of course to dobry moment na pracę z bezkształtną przestrzenią, z chaosem jako takim. Można tam spotkać nieoczekiwane.
A przy jakiej fazie najlepiej interpretować sny kartami? Kiedyś próbowałam po pełni wyłożyć sobie karty na ostatni sen i wyszło coś bardzo dziwnego.
A, to może dlatego. Spróbuję tak jak mówisz.
