Jeszcze jedna myśl - te miejsca mogą być związane z runami czy innymi symbolami. W mojej "izbie rdzeni" (tak to nazywam) zawsze widzę te same runy na ścianach. Perthro, Algiz, Mannaz. Może miejsca mają swoje sygnatury runiczne?
Symbole to kolejna warstwa znaczenia. Nie tylko gdzie jesteśmy, ale co tam widzimy, jakie znaki się pojawiają. To jak czytanie tekstu - miejsce to kontekst, symbole to słowa. Razem tworzą przekaz.
Nie pomyślałem o tym tak. W mojej bibliotece pod wodą są dziwne glify na księgach. Nigdy nie przyszło mi do głowy żeby je skopiować i zbadać. Następnym razem spróbuję zapamiętać chociaż jeden.
Ta rozmowa pokazuje jak wiele wymiarów ma ten temat. Nie to tylko "hej, mam powtarzający się sen". To cała dziedzina badań, praktyki, odkrywania. Czuję się zainspiprowana żeby wrócić do mojego dziennika i spojrzeć na swoje miejsca z nowej perspektywy.
I nie ma końca tej pracy. Ja dokumentuję swoje miejsca od dwudziestu lat i wciąż odkrywam nowe aspekty. Ostatnio zauważyłem że niektóre miejsca pojawiają się częściej w określone fazy księżyca. Nigdy wcześniej tego nie skorelowałem.
Cykl księżycowy to tylko jeden z możliwych rytmów. Mogą być też pory roku, dni tygodnia, godziny (jeśli budzisz się w różnych godzinach). Możemy odkryć że nasze miejsca mają swoje "sezony" kiedy są bardziej aktywne lub dostępne.
Nigdy nie myślałam o tym tak strukturalnie. Zawsze traktowałam sny jako coś spontanicznego, chaotycznego. Ale może jest w tym porządek którego nie widzę? Może te miejsca podlegają jakimś rytmom, wzorcom?
To jak obserwacja nieba bez teleskopu vs z teleskopem. Najpierw widzisz tylko chaotyczne punkty światła. Potem widzisz konstelacje. Potem planety. Potem galaktyki. Każdy poziom obserwacji odsłania nowe wzorce. Z miejscami w snach jest podobnie.
Teraz już wiem że muszę być bardziej systematyczna. Zapisuję sny, ale bez dat, bez szczegółów o samopoczuciu, pogodzie, fazie księżyca. Zacznę od nowa z lepszą metodologią. Może wtedy zobaczę wzorce których teraz nie widzę.
Myślę że każdy z nas ma swoją unikalną mapę, ale jednocześnie są pewne uniwersalne elementy - miejsca uzdrowienia, miejsca cienia, miejsca mocy, miejsca przejścia. Te archetypy powtarzają się u różnych ludzi, choć w różnych formach.
I w ten sposób wracamy do początku - dlaczego te miejsca się powtarzają? Bo reprezentują coś stałego w nas. Nasze głębokie struktury psychiczne, nasze potrzeby, nasze strachy, nasze pragnienia. Nie zmieniają się tak szybko jak nasze codzienne myśli, dlatego miejsca pozostają stabilne.
To ma sens. Zmieniam pracę, związki, mieszkania, ale mój "dom przodków" pozostaje ten sam. Bo to co reprezentuje - ciągłość, przynależność, korzenie - to jest stałe. To jest coś fundamentalnego.
I dlatego praca z tymi miejscami jest tak wartościowa. Sięgamy przez nie do fundamentów naszej psychiki. Możemy poznać siebie na poziomie głębszym niż w terapii rozmowom, głębszym niż w medytacji. To bezpośredni dostęp do architektury duszy.
