Runy, starożytne symbole germańskie, mają głębokie powiązanie z pojęciem czasu, które znacząco różni się od naszego współczesnego, linearnego rozumienia. W tradycyjnym ujęciu, runy są połączone z koncepcją Wyrd – Siecią Losu, która jest bezwymiarowa i bezczasowa. Ta fascynująca perspektywa pokazuje, że runy to nie tylko symbole, ale potężne narzędzia, które mogą wpływać na ścieżki naszego życia w tej kosmicznej sieci.
Cały wpis dostępny tutaj: Runy i Czas – Zrozumienie Starożytnych Symboli w Kontekście Sieci Losu
Ta koncepcja Wyrd - Sieci Losu naprawdę zmienia perspektywę patrzenia na runy, prawda? Od dawna pracuję z runami, ale nigdy nie myślałam o nich w kontekście bezczasowości. Zastanawiam się, czy ktoś z was ma doświadczenia z praktyką runiczną z takim właśnie podejściem?
Właśnie próbuję to wszystko ogarnąć. Jeśli dobrze rozumiem, to wykorzystując runy do wróżenia, niejako ingerujemy w tę Sieć Losu i zamykamy pewne ścieżki? To daje do myślenia... zawsze traktowałam runy jako sposób na poznanie przyszłości, a nie jej kształtowanie.
Od lat pracuję z runami i muszę przyznać, że ten nordycki model deterministyczno-chaotyczny świetnie oddaje to, co obserwuję w praktyce. Niektóre wydarzenia wydają się nieuniknione, ale droga do nich zawsze zależy od nas. To jak z tą metaforą śmierci na "kibelku" - pewne rzeczy są zapisane, inne możemy kształtować.
Mam wrażenie, że niektórzy tutaj zbyt mocno idealizują tradycyjne podejście do run. Owszem, historia jest ważna, ale czy naprawdę musimy odrzucać wszystkie współczesne interpretacje? W końcu tradycje też się zmieniają i ewoluują z czasem.
Właśnie zastanawiam się nad tą częścią o "podglądaniu przyszłości" i zamykaniu ścieżek. Czy to oznacza, że kiedy używam run do wróżenia, faktycznie zawężam swoje możliwości? To dość... niepokojąca myśl.
Ostatnio podczas rytuału z runami miałam dokładnie takie odczucie, jakby pewne drzwi się zamykały, a inne otwierały. Wydaje mi się, że intuicyjnie wielu z nas czuje to "drganie sieci", nawet jeśli nie używa takiej terminologii. Zauważyłam też, że konsekwencje moich działań z runami często pojawiają się w nieoczekiwanych obszarach życia.
Pracuję z runami od ponad dekady i coraz częściej zauważam, że najlepsze efekty osiągam, gdy zamiast pytać "co się stanie?", skupiam się na pytaniach "jak mogę?" albo "co mogę zrobić, żeby?". To zdecydowanie zostawia więcej przestrzeni na różne możliwości.
Próbowałam stosować runy w połączeniu z tarotem i muszę przyznać, że to całkiem inne doświadczenie. Tarot daje mi obraz sytuacji, ale runy... one jakby wplatają się w samą sytuację i ją zmieniają. Ciekawe, że artykuł to potwierdza.
To ciekawe, jak wielu z nas intuicyjnie dochodziło do podobnych wniosków, jakie opisano w artykule. Koncepcja Wyrd świetnie wyjaśnia, dlaczego runy wydają się mieć większy "ciężar" niż inne systemy dywinacyjne. Nie tylko opisują rzeczywistość, ale faktycznie w nią ingerują.
Mam pytanie odnośnie praktyki. Czy uważacie, że runy powinny być używane oszczędnie, właśnie ze względu na ten "efekt motyla"? Czasami boję się, że zbyt częste używanie run może prowadzić do nieprzewidzianych konsekwencji.
Przeczytałam dzisiaj coś, co idealnie pasuje do tej dyskusji: "Runy nie mówią ci, co się wydarzy; one mówią ci, co się wydarza". To podkreśla tę bezczasowość Wyrd, o której mowa w artykule. W Sieci Losu wszystko dzieje się jednocześnie.
A jak to się ma do konkretnych run? Czy któreś z nich szczególnie wpływają na tę Sieć Losu? Zauważyłam, że Dagaz i Perthro wydają się mieć silniejszy efekt niż inne, gdy chodzi o kwestie związane z czasem i przeznaczeniem.
Pracując z kartami tarota, zauważyłam, że można zadać pytanie w sposób, który nie ogranicza przyszłości. Czy z runami jest podobnie? Czy sposób formułowania pytania może zmniejszyć ten efekt "zamykania ścieżek"?
Pozwolę sobie dodać coś od strony historycznej. W starożytnych sagach nordyckich, runy nie były używane do prostego wróżenia "tak/nie". Były raczej wskazówkami od bogów lub przodków, jak działać mądrze. To bardzo różni się od współczesnego "wróżbiarskiego" podejścia, które często sprowadza runy do roli kart tarota.
Od jakiegoś czasu próbuję połączyć praktykę runiczną z rytuałami miłosnymi i zauważyłam, że efekty są... dziwne. Czasem spełnia się intencja, ale w zupełnie nieoczekiwany sposób. Czy to może być związane z tym "drżeniem sieci", o którym mowa w artykule?
Zauważyłam też, że niektóre kombinacje run wydają się szczególnie silnie wpływać na tę "sieć". Zwłaszcza połączenia zawierające Hagalaz, Thurisaz i Eihwaz - jakby te runy miały szczególne predyspozycje do "szarpania nicią przeznaczenia".
Myślę, że warto też wspomnieć o etycznej stronie tego wszystkiego. Jeśli przyjmiemy, że runy faktycznie wpływają na Sieć Losu, to musimy być świadomi, że nasze działania mogą mieć konsekwencje dla innych. To duża odpowiedzialność.
Zawsze miałem wrażenie, że runy wymagają większego szacunku niż inne systemy dywinacyjne. Teraz rozumiem dlaczego. Nie chodzi tylko o tradycję, ale o rzeczywisty wpływ, jaki mogą mieć na nas i otoczenie.
Mam wrażenie, że wiele osób korzystających z ezoterycznych run nawet nie zdaje sobie sprawy z tych wszystkich konsekwencji. Używają ich jak zabawki, a potem dziwią się, że w ich życiu pojawiają się nieoczekiwane turbulencje.
Tak, i to jest główny problem współczesnego podejścia do run - traktowanie ich jako kolejnej metody wróżbiarskiej, bez zrozumienia ich natury. To jak używanie lasera do zapalania świeczek - można, ale to marnowanie potencjału i może być niebezpieczne.
Przypomnijmy sobie jeszcze, że w tradycji nordyckiej runiczny mistycyzm był mocno związany z ofiarą. Odin wisiał na Yggdrasilu przez dziewięć dni, aby pozyskać runy. To podkreśla, że wiedza runiczna ma swoją cenę i nie przychodzi bez poświęceń.
Pracuję głównie z runami i muszę powiedzieć, że wielokrotnie doświadczyłam tego "efektu wymiennego" - gdy używam run do osiągnięcia czegoś w jednym obszarze, często tracę coś w innym. To całkowicie zgadza się z metaforą kołderki, która jest za krótka - gdy przykrywasz głowę, odkrywasz nogi.
A co myślicie o runicznym kalendarzu? Czy to nie jest właśnie próba ujęcia czasu w ramy run? Zawsze wydawało mi się to fascynującym połączeniem.
Zastanawiam się, czy te wszystkie koncepcje dotyczące Wyrd i run można jakoś empirycznie sprawdzić. Może prowadząc dziennik praktyki runicznej i dokładnie zapisując nie tylko zamierzone efekty, ale też te nieoczekiwane?
Łączę pracę z runami i kartami, i zauważyłem ciekawą rzecz - karty dobrze pokazują "co", ale runy lepiej odpowiadają na "dlaczego" i "jak". To jakby karty były mapą, a runy kompasem i narzędziami do zmiany krajobrazu.
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego niektóre systemy magiczne przestrzegają przed mieszaniem różnych tradycji. Może właśnie dlatego - każdy system inaczej "ciągnie za nici" w tej Sieci Losu, i mogą powstawać sprzeczne napięcia?
