Temat, który zawsze budzi emocje. Sama mam 22 w ścieżce życia i powiem szczerze - przez pierwsze 35 lat mojego życia to była raczej udręka niż błogosławieństwo. Ten cały "Mistrz Budowniczy"... brzmi pięknie w teorii, a w praktyce latami czułam się sparaliżowana lękiem przed porażką. Każdy projekt musiał być IDEALNY, więc często w ogóle nie zaczynałam.
Dokładnie! Mam 11/2 i dopiero po czterdziestce zacząłem rozumieć, co się ze mną dzieje. Wcześniej ta cała intuicja była jak przekleństwo - czułem WSZYSTKO, myśli innych ludzi, ich emocje, energię. W metrze dostawałem ataków paniki, bo to było zbyt intensywne. Nikt mi nie powiedział, że trzeba się nauczyć wyłączać ten "odbiór".
Ciekawe, że obaj mówicie o późnym dojrzewaniu do tych liczb. Literatura numerologiczna konsekwentnie wskazuje na 30-40 rok życia jako punkt zwrotny. Ale większość młodych ludzi, którzy odkrywają swoją liczbę mistrzowską, myśli że natychmiast staną się kimś wyjątkowym.
A co z 44? Bo widzę sprzeczne informacje - jedne źródła mówią, że to też liczba mistrzowska, inne że to tylko "liczba mocy". Jestem trochę zdezorientowany.
I tutaj mam problem z polskim podejściem. Jeśli zaakceptujemy 44, to czemu nie 55, 66, 77? Gdzie postawimy granicę? Cała koncepcja liczb mistrzowskich opiera się na tym, że 1, 2, 3 to fundamenty stworzenia - wszystko inne jest już ich kombinacją.
Bo może nie chodzi o "prawdziwość" liczby mistrzowskiej, tylko o to, że każda podwojona cyfra tworzy pewnego rodzaju napięcie energetyczne? Ja bym to ujął bardziej jako spectrum intensywności, nie binarne tak/nie.
Mam pytanie do was wszystkich - jak to wygląda z redukowaniem? Bo obliczając swoją ścieżkę życia dostałam 29/11. Czy to znaczy, że jestem 11, czy 2? Czy oba jednocześnie?
A ja słyszałem, że w systemie chaldejskim w ogóle nie ma pojęcia liczb mistrzowskich. Że 11/2 tam oznacza coś zupełnie innego, nawet negatywnego.
Dokładnie. Starożytne tablice chaldejskie opisują 11/2 jako "symbol zaciśniętej pięści i zakneblowanego lwa" - napięcie, stres, wątpliwości w siebie. To kompletnie inna filozofia niż zachodnia interpretacja. Chaldejczycy nie romantyzowali tych liczb.
To znaczy że cały ten zachwyt nad liczbami mistrzowskimi to współczesny new age?
Nie powiedziałbym "zachwyt". Raczej zmiana perspektywy. Tradycyjna numerologia pitagorejska zawsze uznawała te liczby za specjalne, ale współczesna kultura ma tendencję do ich gloryfikacji i pomijania ciemnych stron.
Runiczny system też ma swoje odpowiedniki intensywnych energii, ale nie nazywa ich "mistrzowskimi". Po prostu są runy trudniejsze do noszenia. Może ta cała terminologia "mistrz" to problem? Sugeruje wyższość, a tak naprawdę chodzi o inność.
Zgadzam się całkowicie. Moja córka ma 33/6 i wcale nie czuje się "mistrzynią" - czuje się przytłoczona tym, ile cierpienia widzi wokół siebie i jak bardzo chce wszystkim pomóc. W wieku 12 lat płacze z powodu bezdomnych psów, wojen na świecie, samotnych staruszków. To nie jest dar, to jest ciężar.
Właśnie to jest problem z młodymi ludźmi z liczbami mistrzowskimi - nikt ich nie przygotowuje na to, co ich czeka. Nie uczą w szkole jak zamykać sploty słoneczny, jak uziemiać nadmiar energii, jak stawiać granice energetyczne. Zostawiamy ich samych z tym wszystkim.
A jak się to robi? To zamykanie splotu słonecznego? Bo sam mam 11 i faktycznie, w tłumie jest mi źle.
I chodzenie boso po ziemi. Brzmi banalnie, ale jeśli masz liczbę mistrzowską i nie masz kontaktu z ziemią, twoja energia jest jak prąd bez uziemienia - niebezpieczna.
Wracając do kontrowersji wokół 44 - zauważyłam że osoby które mają 44, ale NIE mają żadnej klasycznej liczby mistrzowskiej (11/22/33) w podstawowych pozycjach, nie doświadczają tej samej intensywności. Jakby 44 liczyła się tylko wtedy, gdy już masz "aktywowaną" energię mistrzowską gdzie indziej.
Co sądzicie o tej teorii, że przed 30-40 rokiem życia w ogóle nie da się wejść w pełną wibrację liczby mistrzowskiej? Bo znam kilka osób które twierdza, że już w wieku 20 lat żyją swoją jedenastką czy dwudziestką dwójką.
Możesz mieć przebłyski, momenty, ale stabilne życie w tej energii? Wątpię. To wymaga dojrzałości, która przychodzi z doświadczeniem. A przede wszystkim wymaga najpierw opanowania lekcji podstawowej liczby - dwójki, czwórki, szóstki.
Dokładnie. 22 najpierw musi nauczyć się być solidną, praktyczną czwórką - zarządzać czasem, kończyć projekty, być systematycznym. Dopiero NA TEJ PODSTAWIE może budować jako Mistrz Budowniczy. Inaczej to jest wizja bez fundamentów - zamki na lodzie.
A 33 musi najpierw jako szóstka nauczyć się dbać o swoją rodzinę i bliskich, zanim zacznie uzdrawiać ludzkość. Widziałem wielu "uzdrowicieli" z 33, którzy zaniedbują własne dzieci bo są zajęci ratowaniem świata.
To brzmi jak przepis na poczucie winy. Skąd masz wiedzieć kiedy jesteś "gotowy"?
Czy ktoś z was uważa że liczby mistrzowskie to przypadek? Czy wybieramy je przed narodzeniem?
To zależy od twojego światopoglądu. Ja uważam że dusze wybierają określone wyzwania na dane wcielenie, a liczby są mapą tego curriculum. Ale to jest wiara, nie fakt.
Niezależnie od tego czy to przypadek czy wybór, masz to co masz i musisz z tym pracować. Filozoficzne rozważania o przyczynach nie zmienią twojej daty urodzenia.
Oczywiście że ma. 29/11 to 2+9, więc masz energię dwójki (partnerstwo, wrażliwość) i dziewiątki (zakończenia, mądrość) tworzące jedenastkę. 38/11 to 3+8 - energia trójki (ekspresja, kreatywność) i ósemki (władza, pieniądze). To dwie zupełnie inne drogi do tego samego celu.
I 29/11 jest znacznie częstsze niż 38/11, co też coś mówi. Sarah Yip badała to i większość jedenastek to właśnie 29/11.
