Wyobraź sobie, że mogłabyś zmienić swoją rzeczywistość siłą myśli. Brzmi jak fantastyka naukowa? A może to po prostu… nauka? Najnowsze badania neurologiczne potwierdzają coś, co praktycy magii wiedzieli od tysięcy lat: nasze umysły posiadają niezwykłą moc kształtowania rzeczywistości. I nie chodzi tu o nadprzyrodzone siły – chodzi o zmierzone, udokumentowane mechanizmy neurobiologiczne, które działają, niezależnie od tego, czy nazywasz je magią, czy psychologią.
Przez ostatnie dwie dekady neurobiologia, fizyka kwantowa i psychologia doświadczalna otworzyły drzwi do zrozumienia, jak działa to, co tradycyjnie nazywamy „magią”. Odkrycia są fascynujące: twój mózg nie rozróżnia intensywnej wizualizacji od rzeczywistego doświadczenia, rytuały faktycznie zmieniają chemię mózgu, a sama wiara w skuteczność praktyki może uruchomić realne zmiany fizjologiczne. To nie oznacza, że magia jest iluzją – przeciwnie, pokazuje, że jest jeszcze potężniejsza, niż mogliśmy sądzić, ponieważ działa przez najbardziej zaawansowany system we wszechświecie: ludzki umysł.
Cały wpis dostępny tutaj: Gdy nauka spotyka magię: Dlaczego twoje rytuały naprawdę działają
No wreszcie ktoś to napisał w sposób, który nie brzmi jak new age'owa ściema. Ta sprawa z Mount Sinai i falami beta/gamma przy medytacji to dokładnie to, co czuję podczas pracy z sigilami. Ale mam pytanie - czy ktoś z was testował te 10 minut medytacji przed rytuałem? U mnie to działa, ale nigdy nie wiedziałam DLACZEGO.
Hmm, ja jestem trochę sceptyczna co do tego całego wywodu o neuroplastyczności. Oczywiście mózg się zmienia, ale redukowanie magii tylko do procesów neuronalnych to jednak uproszczenie. A co z tym, że niektóre rzeczy po prostu się dzieją mimo braku logicznego wytłumaczenia?
Mogę zapytać coś głupiego? To o czym oni piszą z tym efektem placebo - czy to nie oznacza, że jednak to wszystko jest "w głowie"? Bo ja robię rytuały i widzę efekty, ale teraz się zastanawiam czy to nie jest właśnie ten placebo...
Dokładnie! Poza tym jeśli placebo daje 50% skuteczności leku przeciwmigrenowego (jak pisali), to przecież to jest OGROMNE. Ja miałam kiedyś taką sytuację - zapalałam świecę na ból głowy z pełnym przekonaniem i przechodziło w 10 minut. Teraz wiem, że to nie "tylko wiara" - to wiara uruchamiająca chemię mózgu.
Najbardziej mnie zainteresowała ta część o epigenetyce. Że medytacja zmienia ekspresję genów - to jest hardcore nauka. Robię medytację od 8 lat codziennie po 20 minut i zauważyłem, że rzadziej choruję, mam lepszą regenerację. Zawsze myślałem, że to tylko takie... ogólne wzmocnienie. A tu masz - geny się zmieniają.
Czy ktoś wie coś więcej o tej teorii Penrose'a z kwantową świadomością? Bo to brzmi jakmost między tym, co mówimy o energiach, a fizyką. Ja zawsze czułam, że ta granica między materią a świadomością jest płynna, ale jak to wytłumaczyć komuś sceptycznemu?
To co napisali o synchroniczności to dla mnie klucz. Bo ja mam taką sytuację - robię rytuał na coś konkretnego i nagle wszędzie widzę znaki związane z tym tematem. Kiedyś myślałam że to magia "odpowiada", ale może to jest ten układ aktywujący siatkowaty? I czy to w ogóle ma znaczenie?
Chciałabym wrócić do tematu sigilów, bo to mnie najbardziej zainteresowało. Ta teoria o "zapomnieniu" sigila po naładowaniu - Austin Osman Spare był genialny. I teraz mamy potwierdzenie z psychologii, że ruminacja (obsesyjne myślenie) blokuje cel. Ja zawsze mówiłam swoim uczniom: naładowałaś sigil? Teraz GO ZAPOMNIJ. I to działa lepiej niż ciągłe wpatrywanie się.
Wracając do neuroplastyczności - ktoś testował tę metodę z wieloma zmysłami przy wizualizacji? Bo ja zwykle tylko "widzę" swój cel, a tu piszą, że mam angażować zapach, dotyk, dźwięk...
Ja mam pytanie o tę część o rytuałach i emocjach. Oni piszą, że rytuały muszą być emocjonalnie naładowane. Ale co jeśli jestem osobą, która nie czuje intensywnych emocji? Czy to oznacza, że moje rytuały będą słabsze?
A ja mam problem odwrotny - jestem zbyt emocjonalny podczas rytuałów i to chyba przeszkadza. Zamiast spokoju mam dramatyczne uniesienia i potem czuję się wyczerpany.
Bardzo mi się podoba, że ktoś wreszcie napisał o tym, że magia to technologia psychologiczna. Dokładnie tak to widzę! Od lat mówię, że to nie "nadprzyrodzone moce", tylko zaawansowane użycie ludzkiego umysłu. I nie umniejsza to magii - wręcz przeciwnie.
Wróćmy może do praktyki. Kto z was robi medytację przed każdym rytuałem? I ile czasu to musi trwać, żeby zadziałało?
U mnie to wygląda inaczej - ja nie dzielę medytacji i rytuału. Cały rytuał to dla mnie rozszerzona medytacja. Zaczynam od skupienia, potem przechodzę w działanie, ale stan umysłu jest ciągły. To bardziej flow niż oddzielne etapy.
A co z tą historią o koszykarzach i wizualizacji? Jak to przełożyć na magię? Bo oni rzucali do kosza, a my... co właściwie "ćwiczymy" podczas wizualizacji?
To brzmi jak manifestacja z tych wszystkich książek o prawie przyciągania, tylko z naukowym wytłumaczeniem.
Chciałabym dodać coś o symbolach i archetypach. Jung miał rację - symbole działają głębiej niż słowa. Ja pracuję głównie z kartami i widzę to codziennie. Ktoś zobaczy Wieżę i od razu coś w nim "kliknie" - nie musi analizować słownie. Symbol trafia bezpośrednio.
Archetypy to dobry temat. Ale uwaga - nie wszystkie symbole są uniwersalne. Niektóre są kulturowe. Np. biały kolor w Europie = czystość, w Azji = żałoba. Trzeba pracować z symbolami, które rezonują... znaczą coś dla CIEBIE i twojego kontekstu kulturowego.
Wróćmy do epigenetyki, bo to mnie naprawdę zafascyn... znaczy zainteresowało. Jeśli 8 godzin medytacji zmienia geny, to co się dzieje przy regularnej praktyce przez lata?
