Ostatnio podczas analizy własnej karty zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak bardzo dominanta planetarna definiuje to, kim jesteśmy. U mnie to Saturn - koniunkcja z Ascendentem plus kwadratura do Słońca i Księżyca. Przez większość życia czułam, że muszę być "dorosła" zanim faktycznie dorosłam. Ciągłe odkładanie przyjemności na później, wyznaczanie sobie sztywnych ram... Dopiero po trzydziestce to się zaczęło spłacać. Macie podobnie? Która planeta u was dominuje i jak to odczuwacie na co dzień?
Saturn na ASC to klasyka. Widziałem dziesiątki takich kart i zawsze ten sam wzorzec - dojrzewanie od tyłu. Młodość ciężka, dojrzałość w końcu przynosi owoce.
U mnie Mars w koniunkcji z MC plus władca pierwszego domu. Całe życie muszę coś robić, działać, zmiać. Spokój to dla mnie koszmar. Ledwo skończę jeden projekt, już zaczynam kolejny.
A jak w ogóle wyznaczyć dominantę? Bo słyszałam różne metody. Jedni mówią że to tylko planeta w koniunkcji z ASC lub MC, inni liczą punkty za aspekty, położenie w znakach...
Ja patrzę na kilka rzeczy naraz:
- Planeta w koniunkcji z kątami (ASC, MC szczególnie)
- Władca ASC i jego aspekty
- Stellium - jeśli masz 3-4 planety w jednym znaku, planet rządząca tym znakiem będzie miała wpływ
- Planeta w swoim domicylu lub wywyższeniu na ważnym miejscu
Czasem wychodzi jedna wyraźna dominanta, czasem dwie-trzy. U mnie Merkury i Uran - od dziecka technologia, nauka, ciągła potrzeba uczenia się nowych rzeczy.
U mnie Księżyc w pierwszym domu blisko ASC i wszystko kręci się wokół emocji. Ludzie mówią mi że jestem "zbyt wrażliwa", że "za bardzo to przeżywam". Ale tak mam! Nie potrafię ignorować tego co czuję, albo tego co czują inni.
Czy to znaczy że jestem skazana na huśtawkę emocjonalną całe życie?
Ja bym tu wrzucił trochę pragmatyzmu. Dominanta planetarna to bardzo przydatne uproszczenie ale nie można przez nią patrzeć na cały horoskop. To jeden z elementów, nie cała odpowiedź.
Widziałem karty z Wenus na ASC gdzie człowiek żył jak spartanin bo Saturn w dziesiątym trzymał wszystko w ryzach. Albo Mars dominujący ale w Wadze z trygonami do Wenus - energia była, ale kulturalna, estetyczna.
A co z Plutonem? U mnie Pluton w koniunkcji z ASC w Skorpionie. Od zawsze czułem że widzę więcej niż inni. Ta ciemniejsza strona rzeczywistości, ukryte motywacje ludzi... Niektórzy mówią że jestem obsesyjny albo zbyt intensywny.
Ja mam Wenus w koniunkcji z ASC i szczerze mówiąc przez długi czas myślałam że to nie ma większego znaczenia. No bo co takiego? Lubię ładne rzeczy, unikam konfliktów...
Dopiero jak zaczęłam analizować swoje decyzje życiowe, zobaczyłam jak bardzo estetyka i harmonia rządzą moim życiem. Nie mogę mieszkać w brzydkim miejscu, nie mogę nosić ubrań które mi nie pasują, nie mogę pracować w chaotycznym środowisku. To nie są kaprysy, to fizyczna potrzeba.
Wracając do metod obliczania - używam systemu punktowego. Każda planeta dostaje punkty za:
- Koniunkcja z ASC: 10 pkt
- Koniunkcja z MC: 8 pkt
- Władca ASC: 7 pkt
- W znaku domicylu: 4 pkt
- W wywyższeniu: 3 pkt
- Aspekty do osobistych punktów: 1-2 pkt każdy
Sumuje i widzę co wychodzi. Zwykle 1-2 planety znacznie wyprzedzają resztę.
Ja się z tym systemem punktowym nie zgadzam. Astrologia to nie matematyka. Można mieć Jowisza w trygonie do wszystkiego i to nie zrobi z niego dominanty. A Saturn w kwadraturze do Słońca i Księżyca będzie dominował całą kartą.
Jakość aspektów i ich napięcie często mówi więcej niż ilość.
U mnie jest dziwna sytuacja - Słońce w Bliźniętach na MC, ale Merkury (władca Słońca) w Raku w koniunkcji z Księżycem. Teoretycznie Merkury powinien dominować bo jest władcą i ma koniunkcję. Ale czuję że Księżyc ma większy wpływ...
Co ciekawe, zauważyłem że ludzie z dominantą zewnętrznej planety (Uran, Neptun, Pluton) często czują się nierozumiani. Jakby żyli w innym tempie albo według innych zasad niż reszta społeczeństwa.
Ja mam Neptun w koniunkcji z ASC i mogę potwierdzić - przez długi czas nie wiedziałem kim jestem. Albo raczej - byłem kim inni chcieli żebym był. Neptun rozpuszcza granice, więc granica między mną a innymi była bardzo płynna.
To interesujące jak różnie ta sama dominanta może się wyrażać. Znam dwie osoby z Jowiszem na ASC - jedna jest nauczycielem duchowym, wędruje po świecie, wszystkich kocha. Druga to prawnik korporacyjny z nadwagą i problemami z alkoholem.
Obaj "ekspandują" ale w zupełnie innych kierunkach.
Ktoś tu ma Słońce jako dominantę? Ciekawe jak to wygląda w praktyce.
Słońce w koniunkcji z ASC u mnie. Przez całe życie byłem w centrum uwagi, czy chciałem czy nie. Ludzie naturalnie patrzą na mnie, słuchają, oczekują że będę prowadził. Czasem to wyczerpujące bo nie zawsze mam na to siłę.
Ale faktycznie łatwiej mi się przebić z pomysłami, łatwiej zdobyć posłuch. To daje przewagę w pracy, w polityce, wszędzie gdzie trzeba przekonać ludzi.
Jak to jest z wieloma dominantami? Bo u mnie wychodzi że Mars i Saturn są prawie po równo. I faktycznie czuję ten konflikt - chcę działać szybko ale jednocześnie hamować, wszystko sprawdzić...
Ja się zastanawiam czy dominanta może się zmieniać przez życie? Np. przez progresje albo tranzyty?
A jak dominanta wpływa na wybór zawodu? Bo słyszałem że to jeden z głównych wskaźników.
Mam pytanie o Wenus i Mars razem. U mnie Wenus na ASC ale Mars w trygonie do niej z piątego domu. Czy Mars też będzie dominował?
Chciałbym poruszyć temat dominanty Merkurego bo to niedoceniana planeta. Ludzie myślą - Merkury, czyli gadatliwy i powierzchowny. A Merkury potrafi być głęboki, analityczny, błyskotliwy.
Einstein miał Merkurego w koniunkcji z Saturnem - merkuriański umysł z saturnową głębią i dyscypliną. To nie przypadek.
Czyli jeśli mam Merkurego w koniunkcji z ASC i nie jestem gadatliwa, to nie znaczy że to nie działa?
Wracam do wątku Saturn-Mars bo to u mnie też występuje. Saturn na DSC, Mars na IC. Długo nie mogłem ogarnąć relacji - chciałem bliskości (DSC) ale jednocześnie bałem się (Saturn). A w domu (IC) była ciągła walka, napięcie (Mars).
Dopiero po latach terapii zrozumiałem że to nie są sprzeczne energie, tylko dwa końce tej samej osi. Nauczyłem się walczyć o relacje (Mars) przy jednoczesnym szacunku do granic (Saturn).
Mnie zawsze zastanawiało dlaczego niektórzy astrologowie w ogóle nie używają koncepcji dominanty, tylko patrzą na całość karty.
A co z Chironem? Widziałam opinie że też może być dominantą jeśli jest na ASC czy MC.
Czy ktoś może mieć brak wyraźnej dominanty? U znajomej wszystkie planety są rozrzucone równomiernie, żadna nie wyskakuje...
Ja bym zwrócił uwagę na władców domów kątowych. Jeśli władca ASC, IC, DSC i MC to ta sama planeta albo są w koniunkcji - to jest ogromna dominanta mimo że może nie być widoczna na pierwszy rzut oka.
