Przeczytałam tekst o Chironie i cały czas myślę o tym, że w moim radixie siedzi w Raku w 4 domu. Jak pierwszy raz to sprawdziłam, miałam takie „ok, czyli całe to zamieszanie z domem, przeprowadzkami, rozwodem rodziców i ciągłym poczuciem, że nigdzie nie pasuję, ma jakieś odzwierciedlenie”. Dopiero parę lat terapii i pracy z horoskopem pokazało mi, że z tej rozwalonej definicji „domu” zrobiło się coś, co dziś daję innym – umiem tworzyć poczucie bezpieczeństwa tam, gdzie panuje chaos. Ktoś jeszcze ma Chirona w domach rodzinnych?
U mnie Chiron w Baranie w 7 domu. Związki wieczna sinusoida – od nastoletnich lat scenariusz: albo się podkładam, albo walczę o każdą drobnostkę. Zawsze wychodziłem pokiereszowany. Dopiero jak zacząłem patrzeć na to jak na „ranę w tożsamości przy innych”, coś kliknęło. Teraz w pracy robię mediacje między ludźmi, gaszę konflikty. Ironia losu, że ten cały bałagan relacyjny został mi jako fachowa intuicja, jak rozmawiać z ludźmi, którzy są na siebie wściekli.
Długo mnie wkurzało to określenie „uzdrowiciel z raną”, bo brzmiało jak usprawiedliwienie dla cierpienia. Ale jak patrzę na swój Chiron, to mam wrażenie, że chodzi bardziej o to, że tam, gdzie nam najtrudniej, z czasem stajemy się bardzo czujni na innych. Ja np. rozpoznaję po jednym zdaniu, że ktoś ma dom w rozsypce, chociaż nawet o tym nie powie.
Chiron w Rybach w 12 urodzeniowo. Klasyk: poczucie, że jestem „dziwna”, że wszystko chłonę jak gąbka, że cudze emocje są ważniejsze niż moje. W dzieciństwie – koszmary, lęki, uciekanie w wyobraźnię. I, nie będę ściemniać, to się nigdy nie „zagoiło” w takim sensie, że nagle jestem super odporna. Różnica jest taka, że przestałam walczyć z tym, że jestem wrażliwa. Pracuję z ludźmi na granicy wypalenia, depresji, i to, co kiedyś było przekleństwem (nadwrażliwość), stało się czymś, dzięki czemu słyszę między wierszami. Ale to nie przyszło samo, tylko z konkretną robotą nad granicami.
Ja mam Chirona w Lwie w 5 domu i długo nie mogłam tego złożyć do kupy. W teorii – rana na polu kreatywności i dzieci. No to odhaczone: poczucie, że wszystko co zrobię jest „nie dość dobre”, przerwane studia artystyczne, a potem bardzo trudna ciąża i strata. Kiedy pierwszy raz o tym przeczytałam, miałam ochotę wyrzucić cały horoskop do kosza. Dziś uczę dzieciaki rysunku w domu kultury i widzę, jak bardzo uważna jestem na te, które siedzą z tyłu i same z siebie nic nie pokazują. Ja im mówię to, czego nikt nie mówił mnie.
Dorzucę trochę technikaliów. Moim zdaniem sam znak i dom Chirona to dopiero połowa historii. Bardzo dużo mówią aspekty – np. ścisła kwadratura do Słońca daje temat „to ja jestem problemem”, do Księżyca – „moje emocje są problemem”, do Wenus – „moja wartość w relacjach jest problemem”. A „dar” ujawnia się często poprzez trygony/seksyle do innych planet: tam, gdzie mamy wsparcie, żeby tę ranę przekuć w coś, z czym da się żyć. Bez tego łatwo popłynąć w narrację, że cierpienie uszlachetnia.
Ja mam trochę inne spojrzenie. Chiron w Skorpionie w 8, ciężkie doświadczenia okołoseksualne, długi, sytuacje graniczne. Owszem, dziś pracuję z ludźmi na poziomie transformacji, kryzysów, „śmierci i odrodzenia”, ale nie powiedziałbym, że to jest „dar”. To jest raczej kompetencja nabyta w boju. Ta rana się aktywuje przy każdym nowym kryzysie klienta i za każdym razem muszę pilnować, żeby nie wchodzić w rolę zbawcy. Więc jak czytam, że Chiron to takie miejsce, z którego promieniuje uzdrawiające światło, to mnie trochę skręca.
To jest w ogóle ciekawa rzecz, że wielu z nas z Chirona robi „powołanie”, ale to nie jest konieczne. Można mieć Chirona w 7 i wcale nie zostać terapeutą od związków, tylko po prostu nauczyć się lepiej stawiać granice i wybierać inaczej partnerów. Tekst wyjściowy fajnie pokazał tę drogę od rany do czegoś użytecznego, ale ja bym zostawiła ludziom prawo, żeby ich rana pozostała czymś prywatnym, bez robienia z tego misji.
Ja dorzucę perspektywę, że Chiron bardzo mocno odpala się przy tranzytach. Zawodowo widziałem tyle razy: ktoś ma w progresjach albo przy ważnym tranzycie do Chirona sytuację, w której wraca stary temat – często taki z dzieciństwa, o którym już „zapomniał”. I wtedy jest moment wyboru: wracam w stare koleiny, albo wykorzystuję to, czego się nauczyłem i reaguję inaczej. To jest chyba to miejsce, gdzie rana może zostać przełożona na doświadczenie, które da się wykorzystać. Ale bez cukru – to boli za każdym razem.
Ja może trochę z innej strony, bo u mnie Chiron w Wadze w 2 domu – długo totalny bałagan w temacie pieniędzy i poczucia wartości. Albo wszystko komuś oddawałam, albo kompulsywnie wydawałam, bo „i tak nie zasługuję, to co za różnica”. Jak zaczęłam śledzić, kiedy mi się ten Chiron odpala (np. przy pełniach, które robią do niego aspekty), to zauważyłam, że w pewnych momentach automatycznie wchodzę w stare schematy. I tu widzę „dar”: wyczaiłam swój automatyzm i jestem w stanie go zatrzymać wcześniej niż kiedyś.
Ja bym jednak odczarowała trochę słowo „rana”. Bo ludzie po tekście czasem piszą mi w prywatnych wiadomościach z przerażeniem, że „o Boże, odkryłam Chirona, czyli coś jest ze mną nie tak”. Prawie każdy, kto przychodzi na konsultację, ma jakiś mocny punkt w radixie: Saturn na Księżycu, Pluton przy Słońcu, Mars w opozycji do Wenus. Chiron jest jednym z takich miejsc. I jak dla mnie „dar” pojawia się wtedy, kiedy przestajemy to traktować jak wyrok, a zaczynamy jak miejsce, które wymaga uważności. To, że z tego korzystają inni, jest skutkiem ubocznym.
Ja mam Chirona w Strzelcu w 1 domu i całe życie walczyłem z przekonaniem, że „przesadzam” – za głośny, za bezpośredni, za dziwny w swoich filozofiach. Rodzina katolicka, ja z pytaniami o sens cierpienia w wieku 10 lat… Kiedy odkryłem, że ten Chiron tak mocno łączy się z tożsamością, przestałem próbować być „normalny”. Teraz prowadzę bloga, gdzie wprost piszę o swoich wątpliwościach duchowych i widzę, ile ludzi ma podobnie, ale bało się to nazwać.
Jak czytam Wasze historie, to widzę jeszcze jedną rzecz: że przy Chironie często jest temat wstydu. Wstydzę się swojego ciała (Chiron w 2/6), swoich emocji (4/8), intelektu (3/9), relacji (5/7/11), albo tego, jak działam w świecie (1/10). I ten wstyd jest jak filtr. Jak ktoś przejdzie drogę od „to jest mój wstyd” do „to jest moja historia”, to automatycznie staje się kimś, komu inni mogą bezpiecznie się wygadać.
Z perspektywy kogoś, kto pracuje głównie z tematami miłosnymi, widzę często Chiron w 7 domu u osób, które ustawicznie wybierają niedostępnych partnerów. Jak zaczynamy rozmawiać, wychodzi, że gdzieś w środku jest przekonanie, że „bliskość = ból”. I kiedy taka osoba zaczyna świadomie zmieniać swoje wybory, to potem często sama staje się kimś, kto wspiera innych w wychodzeniu z toksycznych układów. Ale to się dzieje naturalnie, nie dlatego, że sobie powie: „mam Chirona w 7, więc będę ratować ludzi”.
Ja mam Chirona w Pannie w 6 domu i przez lata jechałam na perfekcjonizmie w pracy – jeśli nie zrobię wszystkiego idealnie, to jestem bezwartościowa. Skończyło się somatycznie: bóle pleców, napięcia, migreny. Jak zaczęłam patrzeć na to astrologicznie, zobaczyłam, że Panna i 6 dom to też codzienność, rutyna, drobne nawyki. „Uzdrowienie” przyszło małymi krokami: pozwolenie sobie na odpoczynek, na błąd, na bałagan. Teraz jak robię komuś horoskop i widzę tam Pannę-Chirona, to nie gadam o „dużej misji”, tylko o tym, żeby odpuścić sobie bycie robotem.
Ja mam Chirona w Wadze w 8 domu i długo nie mogłam tego złapać, bo opisy w sieci były tak różne, że tylko się gubiłam. Z praktyki widzę to tak, że moje „rany” wychodziły głównie w sytuacjach finansowych z partnerami – wspólne kredyty, długi, ukryte wydatki. A „dar”, jeśli mogę tak powiedzieć, to umiejętność rozmowy o pieniądzach w związkach. Kiedy rozkładam komuś karty na kwestie finansowe w relacji, bardzo mocno słyszę te niewypowiedziane lęki, bo sama przez to przeszłam.
Żeby trochę podkręcić dyskusję: uważam, że Chiron bywa przeceniany. Widzę wysyp postów w stylu „wszystko przez mojego Chirona”, a potem się okazuje, że w radixie wali po człowieku Saturn, Pluton i jeszcze Mars, a Chiron robi tylko subtelny aspekt. Ja bym go traktował jako niuans, a nie główną przyczynę całego cierpienia. Czasem ta „rana, która stała się darem” to po prostu wrażliwość w konkretnym temacie, a nie opowieść życia.
Dołożyłbym jeszcze jeden wątek – praca z Chironen na poziomie ciała. Przy konfiguracjach typu Chiron w Byku/Pannie/6 domu, bardzo pomaga praca somatyczna, świadomy ruch, terapia czaszkowo-krzyżowa, cokolwiek, co wyciąga emocje z mięśni. Nie chodzi o to, żeby „wyleczyć Chirona”, tylko żeby dać ciału sygnał, że już nie jesteśmy w tym samym miejscu, co kiedyś. Wtedy te tranzyty nie wywracają życia aż tak bardzo.
Ja trochę z innej bajki, bo zajmuję się głównie rytuałami, ale horoskop traktuję jako tło. Chiron w 2 domu u wielu osób, które przychodzą „po poprawę finansów”, pokazuje, że to nie jest tylko kwestia pracy, ale właśnie głęboko zakorzenionego poczucia, że nie zasługują. I dopóki na poziomie psychicznym nie zmienią narracji, żaden zabieg im nie pomoże na dłuższą metę. W tym sensie Chiron jest jak strzałka pokazująca, gdzie człowiek sam sobie podcina skrzydła.
Ja widzę po sobie, że Chiron w 3 domu w Koziorożcu dał mi specyficzny sposób mówienia o trudnych rzeczach. Jako nastolatka byłam tą, która „za dużo analizuje”, a teraz ludzie mówią, że mam talent do nazywania rzeczy po imieniu bez dobijania. I mam wrażenie, że to jest właśnie efekt przepracowania: kiedyś mówiłam ostro w samo sedno, żeby się bronić, dziś używam tej samej przenikliwości bardziej jak skalpela chirurga niż jak młotka.
Ja dorzucę niepopularną opinię: nie każdy musi się bawić w Chirona. Jeśli ktoś ma już na głowie mocne plutoniczne historie, to dokładanie sobie kolejnej osi cierpienia może bardziej szkodzić niż pomagać. Dla mnie praca z tym punktem ma sens wtedy, gdy ktoś już ogarnął podstawy: Słońce, Księżyc, ascendent, osie, Saturn. Dopiero potem dokładamy „subtelności”. Inaczej łatwo wpaść w przeinterpretowywanie wszystkiego.
Też obserwuję, że Chiron najlepiej „pracuje”, kiedy człowiek ma już trochę dystansu do swojej historii. Wtedy może zobaczyć, w jakich sytuacjach ten motyw się powtarza. Ja mam Chirona w Wodniku w 4 domu i całe życie byłem „innym” w rodzinie – jedyny, który nie chciał powtarzać schematów. Dziś pomagam ludziom, którzy wychodzą z bardzo sztywnych systemów (religijnych, rodzinnych) i szukają swojego miejsca. Ale to musiało najpierw wybrzmieć we mnie, zanim mogło przejść dalej.
Choć zwykle siedzę w runach, to w swoim horoskopie też patrzyłam na Chirona – u mnie w Pannie w 11 domu. Dla mnie to był temat bycia „tą od pracy w tle” w grupach: organizuję, ogarniam, a światła reflektorów są zawsze na kimś innym. Kiedyś mnie to bolało, dziś przyjęłam, że moja rola jest bardziej logistyczna, a mniej sceniczna. I nagle okazało się, że jest w tym sporo spokoju.
Zwrócę jeszcze uwagę na jeden element, który rzadziej pojawia się w opisach: Chiron w aspektach do węzłów księżycowych. Jeśli jest mocno podłączony pod oś przeszłość–przyszłość, to często widać, że dana rana ma swoje korzenie nie tylko w tym życiu (czytaj: wczesnym dzieciństwie), ale w szerszym schemacie rodzinno-kulturowym. Wtedy praca z tym punktem przypomina odplątywanie wielopokoleniowych historii.
Ja mam wrażenie, że Chiron często pokazuje też, gdzie trudno nam prosić o pomoc. Chiron w 10 domu – „sam dam radę w pracy”, w 1 – „nie potrzebuję nikogo”, w 4 – „rodzina nic nie zrozumie”. Jak ktoś zaczyna dopuszczać do siebie wsparcie innych w tym obszarze, to już jest duży krok. Nie trzeba od razu budować z tego kariery uzdrowiciela.
Ja też nie robię z Chirona centrum świata, ale zauważyłam, że ludzie z mocnym Chironem często mają bardzo dobre „ucho” na cierpienie innych, którego nikt nie dostrzega. Czasem to widać w najprostszych sytuacjach: ktoś zauważa, że kasjerka w sklepie ledwo trzyma się na nogach i pyta, czy wszystko ok, kiedy reszta świata leci dalej. Może to jest właśnie ten praktyczny wymiar „daru”?
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz: czy zauważyliście, że przy tranzytach do Chirona wracają podobne typy ludzi? U mnie przy każdym mocniejszym aspekcie nagle zjawia się ktoś, kto idealnie wciska guziki z tematu „pieniądze i wartość”. Jakbym dostawała powtórkę egzaminu, tylko w innym opakowaniu.
