Co jakiś czas wraca temat „ludzi-cieni”. U jednych to paraliż senny i mózg robi swoje, u innych coś, co wymyka się prostym wyjaśnieniom. Jak to u was wyglądało? Macie jakieś obserwacje albo przemyślenia?
U mnie epizody pasują pod paraliż. Budzę się, oczy otwarte, ciało martwe, a przy drzwiach stoi czarny kształt jak człowiek. Najbardziej pamiętam wrażenie, że ta obecność ma w sobie chłód, nie tylko strach.
Miałem raz coś podobnego, ale bez tego „zamrożenia”. Leżałem już półprzytomny, cień przy łóżku, jakby się nachylał. Niby sekundę, a w głowie jak pół godziny.
Ja bym rozdzieliła przypadki nocne od tych na jawie. Paraliż tłumaczy większość nocy. Ale są relacje, gdzie cień pojawia się w korytarzu, kiedy ktoś normalnie chodzi po domu.
Z tym na jawie właśnie miałam zgrzyt. Stałam w kuchni, światło zapalone, a w przedpokoju coś czarnego przeszło przy ścianie. Bez snu, bez drzemki. Strach w sekundę, potem pusto.
Peryferyjne widzenie potrafi robić takie „przebiegi”. Zmęczenie, ostre światło, cienie z ulicy i mózg dorobi sylwetkę.
U znajomych w domu cień pojawiał się przy schodach parę razy. Tu mnie zastanawiało, że widzieli to na zmianę i w podobnym miejscu. Nie mówię, że to dowód, ale powtarzalność jest dziwna.
Ja to widzę tak: powtarzalny cień w jednym miejscu często wiąże się z tym, jak pada światło albo z nawykiem patrzenia. Człowiek zaczyna spodziewać się figury i ją „widzi”.
Niezależnie od przyczyny, łącznikiem bywa napięcie. Im gorszy okres w życiu, tym częściej takie rzeczy się dzieją. Jak spadnie stres i człowiek śpi spokojniej, epizody znikają.
Zdarzało mi się słyszeć o „kapelusznikiem” — cień w rondzie, płaszcz jak z innej epoki. Zbyt spójne opisy u różnych ludzi, żeby to zbyć jednym machnięciem.
Ja mam podejście przyziemne: jeśli to pojawia się przy zasypianiu/przebudzeniu + brak ruchu, to paraliż. Jeśli w południe przy kawie i w pełnym świetle, to dopiero wtedy szukam innego wyjaśnienia.
Mnie bardziej niż cień przerażał ciężar na klatce. Sylwetka była jak tło, a ciężar jak kamień. W paraliżu to częste.
U mnie cień „stał” w rogu pokoju, ale nie było paraliżu. Byłam po prostu wybudzona nocnym hałasem. Spojrzałam i widzę postać, czarna, wysoka. Jak zapaliłam lampkę, nic.
Bez filozofii: raz widziałem cień w drzwiach łazienki, wracając w nocy po wodę. Trwało sekundy. Byłem przytomny. Sprawdziłem mieszkanie, nic. Jestem raczej spokojny, ale miałem potem tydzień nerwów.
U mnie epizody wracały seriami. Tydzień ciszy, potem trzy noce pod rząd. Raz cień stał przy oknie, raz nad nogami łóżka. Najgorsze nie było widzenie, tylko poczucie obcego „patrzenia”.
Ciekawe, że w opisach często pojawia się „patrzenie”, nawet jak cień nie ma twarzy. To może być klucz tego doświadczenia, a nie sama sylwetka.
A czy ktoś próbował świadomie wejść w paraliż i „zobaczyć”, co się stanie? Pytam serio, bo słyszałam o ludziach, co to ćwiczą.
Ja nie wywołuję, ale jak już czuję, że „idzie”, to próbuję ruszyć palcami stóp. Wtedy szybciej odpuszcza.
W sumie to ciekawe, że często pomaga drobny ruch. Jakby trzeba było przerwać ten stan między snem a jawą.
Ktoś kiedyś powiedział, że to jak zawieszenie systemu: ciało jeszcze w trybie snu, głowa już w trybie obserwatora. I wtedy pojawiają się „błędy” w obrazie.
Warto też pamiętać o rzeczach prozaicznych: alkohol, zioła uspokajające, niektóre leki — one potrafią zwiększać takie epizody. Potem ludzie mówią o cieniach, a to chemia.
Miałem paraliże po okresie totalnego niewyspania. Co noc cień w tym samym miejscu. Jak zacząłem normalnie spać, zniknęło bez żadnych rytuałów.
Ja mam teorię, że część osób ma po prostu większą wrażliwość na ten stan. Dwie osoby śpią w tym samym pokoju, jedna ma paraliż, druga nic.
I tu wchodzi pytanie o granicę. Czy wrażliwość oznacza tylko podatność neurologiczną, czy też coś w rodzaju „otwarcia” na inne warstwy? Nie umiem tego rozstrzygnąć.
Dla mnie największy znak zapytania to te przypadki, kiedy cień pojawia się w dzień. Mam znajomego kierowcę, widział sylwetkę przy drodze w południe, przytomny, wyspany. A potem nic.
Ja w dzień miałem coś podobnego po długim patrzeniu w monitor. Jak odwróciłem głowę, cień jak człowiek stał w kącie biura. Mrugnąłem — znikł. Typowy efekt przemęczenia wzroku.
A co z momentem, kiedy cień „reaguje”? Nie wiem, jak to opisać, ale ludzie mówią, że kształt jakby cofał się, gdy go zauważą.
