Zadzwonił, gadaliśmy prawie godzinę i w końcu zapytał czy chciałabym się znowu spotkać w najbliższym czasie.
Napisałam do pani Ani, ,mam nadzieję że nie powie żebym któryś rytuał odpuściła bo wtedy będę czuła że zmarnowałam czas.
Ustaliliśmy że wpadnie w piątek. No to do tego czasu będę siedziała jak na szpilkach.
Piszemy codziennie, terminu jeszcze nie ustaliliśmy, jest szansa na sobotę.
Sam napisał o sobocie, potwierdził. Aż mi kamień z serca spadł, bo od poniedziałku siedziałam jak na szpilkach.
Zastanawiam się jak to będzie w ten piątek. To spotkanie daje jakąś nadzieję, szanse na rozmowe. Z drugiej strony boję się że po prostu przekaże co moje i tyle z tego będzie.
Pani Ania odpisała, mam zostawić oba rytuały. Powiedziała że te noce się wyrównają. Trochę mi ulżyło bo bałam się że coś robię źle.
Jutro ma przyjść. Coraz bardziej się denerwuję.
Umówiliśmy się na niedzielę jednak. Nie mogę się już doczekać
Dwa dni do soboty i też nie mogę się doczekać. Miesiąc temu byłam pewna że to koniec, a teraz mam spotkanie przed nosem.
Dzisiaj ma przyjść po pracy. Trochę się boję tego spotkania powiem szczerze.
Jutro to nasze spotkanie i mam mętlik w głowie. Ostatni raz widzieliśmy się przy przeprowadzce, w takich okolicznościach że wolę nie wspominać.
My ciągle piszemy, dzisiaj nawet trochę żartów było. Jestem ostrożnie optymistyczna.
Hej. Czy to działa tylko na byłych partnerów czy na facetów których się zna ale ma się ograniczony kontakt z nimi i pokreconą sytuację też? Jakiś czas temu poznałam kogoś. Mam wrażenie, że on też czuł/czuje do mnie sympatię. Jednak na różnice życiowe obojgu nam jest niezręcznie cokolwiek zacząć. Niestety nie mam informacji czy on ma żonę. Czy rytuał mógłby coś pchnąć z jego strony? Ostatnio prawie w ogóle się nie widujemy. Więc kontakt jest ograniczony.
Dziewczyny trzymam kciuki za owocny weekend. Wasze spotkania niech pójdą w najlepszy możliwy sposób.
Był. Wszedł, zostawił torbę, namówiłam go, żeby trochę został. No i siedzieliśmy i gadaliśmy. Nie o nas, o wszystkim innym, ale gadaliśmy.
Za trzy godziny wychodzę. Sto razy sprawdzałam czy nie napisał że odwołuje ale cisza, więc chyba wszystko aktualne.
Nie spałam do drugiej. Cała ta obojętność o której pisałam okazała się ściemą, jak tylko go zobaczyłam to wszystko wróciło.
U mnie nadal cisza, nic nowego. Za to noce faktycznie trochę lepsze, więc może pani Ania miała rację że się wyrówna.
Wróciłam. Było dobrze, choć na początku strasznie sztywno. Potem się rozkręciło, mamy się znowu spotkać, nie padła jednak żadna konkretna data.
