Kolędnicy z turoniem to jeden z niewielu dawnych obrzędów, które przetrwały na polskiej wsi do czasów żywej pamięci. Pod warstwą świątecznej zabawy kryje się starszy obraz: kłapiąca paszcza maszkary miała odstraszać to, co złe, i zapewnić gospodarstwu urodzaj w nadchodzącym roku.
Kim był turoń
Turoń to postać zwierzęca o rogatym łbie i ruchomej, kłapiącej szczęce, noszona przez osobę schowaną pod kożuchem. Nazwa wiąże się z turem, wymarłym już w siedemnastym wieku dzikim bydłem, choć w wielu wsiach maszkara przypominała raczej kozę albo konia, zależnie od tego, co dało się zbudować z dostępnych materiałów.
W obrzędzie zawsze powtarzał się ten sam schemat: turoń wpadał do izby, przewracał się jak martwy, po czym ożywał wśród ogólnej wrzawy. To najstarszy element całości, bo śmierć i powrót do życia zimą to obraz obecny w wielu tradycjach europejskich.
Przebieg obchodów
- Grupa chodziła od domu do domu między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli, czasem aż do zapustów.
- Obok turonia pojawiały się inne postacie: dziad, Żyd, śmierć, diabeł, bocian albo niedźwiedź.
- Kolędnicy śpiewali życzenia urodzaju, zdrowia i dostatku, wymieniając domowników po imieniu.
- Gospodarze obdarowywali ich jedzeniem, a odmowa uchodziła za zapowiedź kłopotów w gospodarstwie.
- Ziarno rozrzucane po izbie miało zapewnić plon i zwykle leżało tam aż do wieczora.
Podobny mechanizm gościnności wobec przybyszów widać w zimowych zwyczajach opisanych we wpisie o podłaźniczce i dawnej ozdobie zimowej izby, a także w wierzeniach związanych z dniami łucjowymi i wróżeniem pogody.
Co znaczyły maszkary
Przebranie zdejmowało z człowieka jego zwykłą tożsamość. Pod maską wolno było więcej: zaczepiać, straszyć, żartować z gospodarzy. Tego rodzaju odwrócenie porządku należało do obrzędów przejścia i pojawiało się zawsze w momentach granicznych roku, kiedy stary czas ustępował nowemu. Ta sama logika przewija się w opisie rodzanic i dawnych obrzędów narodzin, gdzie los rozstrzygał się w krótkim, ściśle wyznaczonym oknie czasu.
Regionalne odmiany obchodów
Wbrew wrażeniu, jakie zostawiają szkolne przedstawienia, obrzęd nigdzie nie wyglądał tak samo. Różnice dotyczyły postaci, terminu i samego przebiegu wizyty w domu.
- Małopolska i Podkarpacie: rozbudowane grupy z turoniem, dziadem i śmiercią, obchody ciągnące się do zapustów.
- Śląsk: częstszy koń lub koza zamiast rogatej maszkary, krótsze wizyty i większy nacisk na śpiew.
- Wielkopolska: silna tradycja chodzenia z gwiazdą, obok której maszkary występowały rzadziej.
- Podlasie i Lubelszczyzna: obchody rozciągnięte na okres od świąt aż po Trzech Króli, z wyraźnymi życzeniami urodzaju.
Jeśli w rodzinie zachowała się pamięć o takich wizytach, warto zapytać o szczegóły, których nie ma w opracowaniach: kto szykował maszkarę, czym ją obszyto, co dokładnie śpiewano i czego nie wolno było robić. Odpowiedzi na te pytania giną najszybciej.
Najczęstsze błędy i mity
- Twierdzenie, że turoń to bezpośredni ślad kultu konkretnego bóstwa. Źródła na to nie pozwalają.
- Przekonanie, że obrzęd wszędzie wyglądał tak samo. Różnice między regionami bywały ogromne.
- Mylenie kolędników z chodzeniem z gwiazdą, które ma inny rodowód i inny repertuar.
- Traktowanie datków jak żebractwa. W dawnym rozumieniu był to udział w wymianie darów i życzeń.
Co z tego zostało dzisiaj
W wielu miejscowościach obchody wróciły dzięki zespołom ludowym i szkolnym przedstawieniom. Warto do nich podchodzić jak do żywej pamięci, a nie rekonstrukcji obrzędu magicznego. Jeśli w rodzinie zachowały się wspomnienia o dawnych kolędnikach, najcenniejsze będzie po prostu ich spisanie, zanim zniknie ostatnie pokolenie, które to widziało.
„Dyskusja dostępna na naszym Forum Ezoterycznym, pod adresem: Kolędnicy i turoń - magia zimowych obchodów w polskiej tradycji”
