Zanim w polskich domach stanęła choinka, nad wigilijnym stołem wisiał czubek jodły przywiązany wierzchołkiem w dół. Podłaźniczka ozdabiana była jabłkami, orzechami i światami z opłatka, a zdejmowano ją dopiero na przedwiośniu. Warto poznać ten zwyczaj, bo jest starszy od drzewka i znacznie ciekawszy.
Czym była podłaźniczka

To wierzchołek jodły, świerku albo sosny, zawieszany u powały nad stołem, w kącie izby albo nad drzwiami - zawsze czubkiem w dół. Bywał też wieniec albo sam zielony gałązkowy krzyż, zależnie od okolicy.
Nazw było wiele: podłaźnik, podłaźniczka, sad, rajskie drzewko, boże drzewko, jutka, wiecha. Sama nazwa pochodzi od „podłazów”, czyli świątecznego chodzenia po domach z życzeniami.
Jak ją zdobiono
- Jabłka - zdrowie i uroda, najczęściej po jednym dla każdego domownika.
- Orzechy - dostatek, siła, czasem złocone przed powieszeniem.
- Światy z opłatka - kunsztowne kule sklejane z kolorowych opłatków, wieszane pośrodku.
- Łańcuchy z bibuły i słomy - ochrona domu, spajanie rodziny.
- Pierniki i suszone owoce - obfitość spiżarni na przednówek.
- Kłosy zboża - urodzaj w nadchodzącym roku.
Nie było na niej świec. Wisiała nisko, nad stołem zastawionym jedzeniem, a otwarty ogień pod suchą gałęzią byłby zwyczajnie niebezpieczny. Świece pojawiły się dopiero razem z choinką stojącą.
Po co ją wieszano
Zieleń w środku zimy była znakiem, że życie trwa mimo mrozu. Dom, w którym wisiała podłaźniczka, miał być chroniony przed chorobą i nieszczęściem, a jedzenie zawieszone na gałęziach zapowiadało dostatek. W wielu okolicach wierzono, że pod nią zasiadają także zmarli domownicy - ten sam wątek wraca w wigilijnych zwyczajach opisanych we wpisie o wróżbach wigilijnych.
Odwrócone drzewko nie było dziwactwem. Miało łączyć powałę z ziemią, a nie stać w kącie jak mebel.
Podłaźnik jako pierwszy gość
Tym samym słowem nazywano człowieka, który pierwszy przekroczył próg domu w dniu świątecznym. Mężczyzna wróżył szczęście, kobieta bywała przyjmowana z rezerwą - zwyczaj dziś już tylko ciekawy historycznie. Podłaźnik składał życzenia, sypał ziarnem i dostawał poczęstunek.
Kiedy ją zdejmowano
Nie w Wigilię i nie po świętach. Zwykle wisiała do Matki Boskiej Gromnicznej, czyli do drugiego lutego, a w wielu wsiach aż do wiosennych prac polowych. Zdjęte gałązki palono, a jabłkami i orzechami dzielono się z domownikami albo dawano je zwierzętom w gospodarstwie.
Dlaczego zniknęła
Wyparła ją choinka, przywieziona z Niemiec i rozpowszechniona w polskich miastach w XIX wieku. Drzewko stojące szybko stało się znakiem nowoczesności, a wisząca gałąź została na wsi i zniknęła w ciągu dwóch pokoleń. Dziś podłaźniczkę odtwarzają głównie muzea skansenowskie i gospodarstwa agroturystyczne w Małopolsce i na Podkarpaciu.
Jak zrobić ją dzisiaj
- Wybrać zdrowy czubek świerku lub jodły - najlepiej z legalnego źródła, czyli z własnej działki albo ze sprzedaży, nie z lasu.
- Związać sznurkiem u nasady i zawiesić czubkiem w dół, na haku albo mocnej żyłce.
- Powiesić wysoko, poza zasięgiem dzieci i zwierząt, z dala od kaloryfera.
- Ozdobić jabłkami, orzechami, suszonymi owocami i papierowymi łańcuchami.
- Nie mocować świec ani lampek na gorące żarówki - sucha gałąź zapala się błyskawicznie.
- Zostawić do lutego, potem zdjąć, a ozdoby zjeść albo oddać ptakom.
Najczęstsze błędy i mity
- „To po prostu dawna nazwa choinki” - nie. Choinka stoi, podłaźniczka wisi i jest starsza.
- „To zwyczaj przywieziony z Niemiec” - z Niemiec przyszła choinka. Podłaźniczka jest rodzima i notowana w Karpatach na długo przed nią.
- „Trzeba ją spalić w Wigilię” - wisiała tygodniami, a spalenie następowało dopiero po zdjęciu, zwykle w lutym.
- „To czysto pogański obrzęd” - jest przedchrześcijański rodowodem, ale przez stulecia funkcjonował w kulturze chrześcijańskiej wsi i tak trzeba go czytać: jako zwyczaj z dwiema warstwami.
- „Zachowały się dawne formuły, które trzeba wypowiedzieć” - zachowały się kolędy i życzenia podłaźników, a nie żadne tajemne słowa.
Zimowy kalendarz obrzędowy
Podłaźniczka nie stała w tym czasie sama. Grudzień był wypełniony wróżbami i zakazami, od dni łucjowych opisanych w tekście o dwunastu dniach po świętej Łucji, po zieleń przynoszoną do domu, o której mówi wpis o jemiole w magii. Wspólny mianownik jest prosty: w najciemniejszej części roku trzymano w domu to, co żywe i zielone. Ten sam odruch widać w dawnych świętach opisanych przy okazji Świętowita i wróżb na urodzaj.
Dyskusja dostępna na naszym Forum Ezoterycznym, pod adresem: Podłaźniczka - zapomniana poprzedniczka choinki i jej znaczenie
